Są takie dni, kiedy częściej wracam myślami do przeszłości.
Nie dlatego, że chcę uciec od tego, co jest teraz. Chyba po prostu czasami potrzebuję przypomnieć sobie, jak wyglądało moje życie, zanim stało się takie trudne.
Wspomnienia mają w sobie coś niezwykłego.
Wystarczy jedno zdjęcie, zapach, piosenka usłyszana przypadkiem i nagle jesteśmy gdzieś indziej. W miejscu, do którego nasze nogi już nie mogą dotrzeć, ale pamięć wciąż potrafi nas tam zabrać.
Czasami wracam do zwyczajnych dni.
Do czasów, kiedy można było po prostu wyjść z domu. Długo spacerować. Pojechać gdzieś spontanicznie. Zrobić zakupy bez zastanawiania się, ile sił zostanie na później.
Kiedyś narzekałam na zmęczenie, zabieganie i tysiące obowiązków.
Dziś czasami oddałabym bardzo wiele za możliwość przeżycia jeszcze raz jednego z tych zwyczajnych dni.
Bo jak często doceniamy zwyczajność dopiero wtedy, kiedy przestaje być zwyczajna?
Wspomnienia potrafią jednak być jednocześnie piękne i bolesne.
Pokazują nam, co mieliśmy. Przypominają, co straciliśmy. Ale mówią też coś ważnego:
Przeżyliśmy piękne chwile.
I nikt nie może nam ich odebrać.
Nawet czas.
Nawet choroba.
Nawet życie, które zmieniło się tak bardzo, że czasami trudno rozpoznać w nim siebie.
Dlatego pozwalam wspomnieniom wracać. Oglądam stare zdjęcia, przypominam sobie ludzi, miejsca, rozmowy. Czasem uśmiecham się przez łzy.
Bo może właśnie na tym polega ich magia.
Nie możemy cofnąć czasu. Nie możemy przeżyć wszystkiego jeszcze raz.
Ale możemy zachować to w sobie.
Możemy wracać, kiedy tylko potrzebujemy.
Bo wspomnienia są naszym małym, prywatnym rajem, z którego nikt nie może nas wygnać.
A kiedy teraźniejszość jest zbyt trudna, czasami wystarczy zamknąć oczy i na chwilę wrócić tam, gdzie byliśmy szczęśliwi.
Nie po to, żeby zostać.
Tylko po to, żeby przypomnieć sobie, że potrafiliśmy być szczęśliwi.
I może jeszcze kiedyś będziemy.
Komentarze
Prześlij komentarz