Ostatnio trochę mniej we mnie nadziei. Nie straciłam jej całkiem. Jeszcze gdzieś tam jest. Tli się małym płomieniem, którego nie potrafię, a może nie chcę, zgasić do końca. Ale podczas ostatniej wizyty u lekarza ktoś mocno na niego dmuchnął. Bo znowu pojawiło się „może”. Może leczenie biologiczne się opóźni. Może inne problemy zdrowotne staną się przeszkodą. Może trzeba będzie znowu czekać. A ja tak bardzo nie chcę już czekać. Czekam na to leczenie jak na coś, co może wreszcie pozwolić mi trochę odetchnąć. Nie oczekuję cudu. Wiem, że tego, co już zostało uszkodzone, nie da się cofnąć. Wiem, że nie obudzę się nagle w ciele sprzed choroby. Chcę tylko, żeby nie psuło się już nic więcej. Chcę zatrzymać chorobę, zanim zabierze mi kolejne kawałki sprawności. Chcę wreszcie poczuć ulgę w bólu. Chcę choć trochę normalności. Bo dla mnie normalność nie oznacza już wielkich rzeczy. To możliwość wyjścia z domu bez zastanawiania się, ile wytrzymam. To dzień, w którym ból nie jest pierwszą rzeczą, o ...
Dawno mnie tutaj nie było. I pewnie ktoś mógłby pomyśleć, że zabrakło mi tematów. Że nie miałam o czym pisać. Albo że życie tak mnie pochłonęło, że nie znalazłam czasu, żeby usiąść i napisać kolejnego wpisu. Nic z tych rzeczy. Tematów miałam aż za dużo. Czas też się znalazł. Nawet pomysłów w głowie było tyle, że spokojnie mogłabym zapełnić nimi kilka kolejnych wpisów. Tylko zabrakło mi czegoś najważniejszego. Siły. Tej fizycznej, której czasami zwyczajnie nie mam. Ale też tej psychicznej. Bo są takie momenty, kiedy człowiek może mieć przed sobą pustą kartkę, komputer, kubek herbaty i kilka godzin wolnego czasu… a mimo wszystko nie jest w stanie napisać ani jednego zdania. I właśnie taki czas miałam ostatnio. A może nadal trochę mam. Bo kiedy człowiek przez dłuższy czas mierzy się z jednym problemem, a potem dochodzi kolejny, później następny, a na końcu jeszcze jeden, zaczyna się zastanawiać, ile właściwie można jeszcze udźwignąć. I znowu wraca do mnie myśl, którą już kiedyś miałam. Cz...