Są takie lęki, o których bardzo trudno opowiadać" Nie dlatego, że brakuje słów. Dlatego, że większość ludzi nigdy ich nie doświadczyła. Bo jak wytłumaczyć komuś zdrowemu, że można bać się własnego organizmu? Że można bać się nie tego, co wydarzy się za rok czy za dziesięć lat, ale tego, co może wydarzyć się za godzinę. Kiedy człowiek żyje z poważną chorobą, zwłaszcza taką, która może prowadzić do niepełnosprawności, powikłań, a czasem nawet śmierci, zaczyna inaczej patrzeć na świat. Nagle zwykłe rzeczy przestają być takie zwykłe. Wyjazd pociągiem. Lot samolotem. Pobyt za granicą. Dłuższy spacer. Samotny dzień w domu. To wszystko staje się źródłem pytań, których zdrowi ludzie często nawet nie mają w głowie. A co, jeśli coś stanie się właśnie wtedy? A co, jeśli będę sama? A co, jeśli nie zdążę wezwać pomocy? A co, jeśli objawy pojawią się w pociągu, gdzie nie ma lekarza? Albo w samolocie, kilka kilometrów nad ziemią? Albo za granicą, gdzie trudno będzie dogadać się z personelem medy...
Są takie chwile w życiu, które trwają zaledwie kilka minut, a mogą zmienić wszystko. Większość ludzi nigdy nie słyszała o TIA, czyli przemijającym ataku niedokrwiennym. A jeśli już słyszała, to często nie zdaje sobie sprawy, jak poważnym jest zagrożeniem. Sama jeszcze jakiś czas temu nie przypuszczałabym, że coś takiego może dotyczyć również ludzi młodych. Że może pojawić się nagle, bez ostrzeżenia, w zwyczajny dzień, który niczym nie różni się od innych. Bo właśnie takie jest TIA. Przychodzi niespodziewanie. Nagle zaczyna drętwieć ręka albo noga. Pojawiają się zaburzenia mowy. Człowiek nie może znaleźć słów, czuje się dziwnie, ma problemy z widzeniem albo równowagą. Czasem objawy mijają po kilku minutach, czasem po kilkunastu. I właśnie wtedy popełnia się największy błąd. Objawy ustępują, więc człowiek wzdycha z ulgą i myśli: „Pewnie to zmęczenie.” „Może spadło mi ciśnienie.” „To pewnie nic takiego.” Tylko że bardzo często nie jest to „nic takiego”. TIA nazywany jest miniudarem, ale t...