Ile razy myślałaś: "jeszcze nie teraz"? Bo brakuje pieniędzy, czasu, sił albo spokoju. Najpierw trzeba zająć się domem, rodziną, pracą i problemami. Marzenia, odpoczynek i przyjemności mogą przecież poczekać. Tylko że nie wiemy, czy to „później” nadejdzie w takiej formie, jakiej sobie życzymy. Długo wierzyłam, że cierpliwość i determinacja wystarczą, by wszystko się ułożyło. Że odzyskam zdrowie, siły i kontrolę nad codziennością. Tymczasem przyszły diagnozy, ból, operacja i ograniczenia, których nie potrafiłam sobie wyobrazić. Rzeczy, które dawniej robiłam bez namysłu, zaczęły zależeć od samopoczucia i możliwości mojego ciała. Wtedy zrozumiałam, jak łatwo uwierzyć, że na wszystko mamy czas. Nie piszę tego, żeby straszyć ani namawiać do porzucenia obowiązków. Życie bywa trudne. Są rachunki, choroby, zmęczenie i problemy, których nie rozwiąże jedno postanowienie. Ale odpowiedzialność to nie to samo co ciągłe odkładanie siebie. Nie trzeba mieć idealnego życia, żeby czerpać z nie...
Zastanawiam się czasami, ile razy człowiek może zaczynać od nowa. Nie chodzi mi o nowy rok ani kolejną kartkę w kalendarzu. Mam na myśli początki, których wcale nie planujemy — te, które nagle zabierają nam to, co znane. Nowa diagnoza. Nowe ograniczenia. Nowe życie, którego wcale nie chciałyśmy. Pamiętam, ile razy wydawało mi się, że wreszcie poukładałam sobie życie. Że może będzie spokojniej. A potem przychodziło coś kolejnego i znowu musiałam uczyć się własnego ciała, planować zwykły dzień i zastanawiać się, jak żyć w rzeczywistości, która coraz mniej przypominała tę dawną. Bywało, że miałam tego dość. Nie chciałam kolejnego początku. Chciałam zostać w miejscu, które wreszcie udało mi się oswoić. Bo ile razy można zbierać siebie z podłogi i układać od nowa? Dzisiaj wiem, że można zaczynać wiele razy — tylko za każdym razem trochę inaczej. Nie jestem już tą samą osobą. Mam więcej doświadczeń, blizn i strachu, ale też wiem, że potrafię przetrwać rzeczy, o których kiedyś myślałam, że mn...