Nie miałam wielkich marzeń. Nie planowałam podboju świata. Chciałam tylko wrócić do pracy. Do mojego rytmu, do tego dźwięku budzika, którego kiedyś tak nie lubiłam, a dziś brakuje mi go jak dowodu na to, że znów mam swój cel. Chciałam znowu być potrzebna. Poczuć, że moja obecność robi różnicę. Mieć za co odpowiadać, do czego wracać i co zamykać kluczem po skończonej zmianie. Czas mija. Dni przechodzą w tygodnie, tygodnie w miesiące. A ciało wciąż stawia granice, jakby mówiło: „jeszcze nie teraz, jeszcze nie jesteś gotowa”. Tylko ile można czekać? Ile razy można wstawać rano z nadzieją, że dziś będzie ten dzień, a potem kończyć wieczór ze łzami w oczach, bo znów coś nie zadziałało tak, jak powinno? Patrzę na innych – wychodzą z domu, mają swoje obowiązki, zmęczenie po pracy, narzekają na poniedziałki… a ja tęsknię nawet za tym. Za zmęczeniem, które przychodzi po dobrze wykonanej pracy. Za ruchem, decyzjami, planowaniem, za tym uczuciem, że gdzieś jestem częścią czegoś większego niż włas...
Wielu ludzi, którzy nigdy nie doświadczyli przewlekłej choroby autoimmunologicznej, myśli o reumatyzmie jak o „bólach stawów”. Tylko tyle. A przecież choroby reumatyczne to coś znacznie bardziej skomplikowanego i poważnego. Dla osoby zdrowej trudno wyobrazić sobie, jak bardzo te choroby mogą zmieniać codzienność. Ból stawów to tylko wierzchołek góry lodowej. Choroby te atakują czasem nie tylko stawy, ale także mięśnie, twarz, oczy, nerki, serce, płuca, jamę ustną, skórę. Mogą powodować zakrzepicę, niedokrwistość, a nawet udary. Do tego dochodzi przewlekłe osłabienie, zmęczenie, problemy ze snem i depresja. Każdy dzień wymaga ogromnej uważności wobec własnego ciała i ciągłego planowania, bo nie wiadomo, kiedy nastąpi kolejny atak. Często ludzie wokół mnie nie rozumieli, dlaczego czasem nie mogę wstać, wyjść, zrobić czegoś prostego. Nie widzieli, ile energii pochłania walka z przewlekłym bólem, z każdym porannym wstawaniem, z każdym ruchem, który dla zdrowej osoby jest zwyczajny. Choroby...