Przejdź do głównej zawartości

Posty

Nie odkładaj życia na później

Ile razy myślałaś: "jeszcze nie teraz"? Bo brakuje pieniędzy, czasu, sił albo spokoju. Najpierw trzeba zająć się domem, rodziną, pracą i problemami. Marzenia, odpoczynek i przyjemności mogą przecież poczekać. Tylko że nie wiemy, czy to „później” nadejdzie w takiej formie, jakiej sobie życzymy. Długo wierzyłam, że cierpliwość i determinacja wystarczą, by wszystko się ułożyło. Że odzyskam zdrowie, siły i kontrolę nad codziennością. Tymczasem przyszły diagnozy, ból, operacja i ograniczenia, których nie potrafiłam sobie wyobrazić. Rzeczy, które dawniej robiłam bez namysłu, zaczęły zależeć od samopoczucia i możliwości mojego ciała. Wtedy zrozumiałam, jak łatwo uwierzyć, że na wszystko mamy czas. Nie piszę tego, żeby straszyć ani namawiać do porzucenia obowiązków. Życie bywa trudne. Są rachunki, choroby, zmęczenie i problemy, których nie rozwiąże jedno postanowienie. Ale odpowiedzialność to nie to samo co ciągłe odkładanie siebie. Nie trzeba mieć idealnego życia, żeby czerpać z nie...
Najnowsze posty

Ile razy można zaczynać od nowa?

Zastanawiam się czasami, ile razy człowiek może zaczynać od nowa. Nie chodzi mi o nowy rok ani kolejną kartkę w kalendarzu. Mam na myśli początki, których wcale nie planujemy — te, które nagle zabierają nam to, co znane. Nowa diagnoza. Nowe ograniczenia. Nowe życie, którego wcale nie chciałyśmy. Pamiętam, ile razy wydawało mi się, że wreszcie poukładałam sobie życie. Że może będzie spokojniej. A potem przychodziło coś kolejnego i znowu musiałam uczyć się własnego ciała, planować zwykły dzień i zastanawiać się, jak żyć w rzeczywistości, która coraz mniej przypominała tę dawną. Bywało, że miałam tego dość. Nie chciałam kolejnego początku. Chciałam zostać w miejscu, które wreszcie udało mi się oswoić. Bo ile razy można zbierać siebie z podłogi i układać od nowa? Dzisiaj wiem, że można zaczynać wiele razy — tylko za każdym razem trochę inaczej. Nie jestem już tą samą osobą. Mam więcej doświadczeń, blizn i strachu, ale też wiem, że potrafię przetrwać rzeczy, o których kiedyś myślałam, że mn...

Różowy październik

Październik znów zrobił się różowy. Różowe wstążki, przypomnienia, historie kobiet, które walczą z rakiem piersi. I choć co roku słyszymy o tym samym, dla mnie ten temat nigdy nie jest tylko kolejną kampanią. Jest bardzo osobisty. Kilka lat temu również ja usłyszałam wiadomość, która spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Guz. Jedno słowo, a w głowie nagle pojawia się tysiąc pytań. Czy to rak? Co będzie dalej? Czy czeka mnie operacja? Leczenie? Czy moje życie za chwilę się zmieni? Na szczęście w moim przypadku guz okazał się łagodny. Nie potrzebowałam ani operacji, ani leczenia. Ale strachu, który wtedy poczułam, nie zapomina się tak łatwo. Dlatego dzisiaj, kiedy widzę różową wstążkę, myślę nie tylko o kobietach, które zachorowały. Myślę o tych, które właśnie czekają na wyniki. O tych, które każdego dnia próbują oswoić strach. O ich rodzinach, które często boją się razem z nimi. I myślę o sobie. O tym, jak często potrafimy zadbać o wszystkich wokół, a siebie odkładamy na później. Bo ...

Karma

Przez całą swoją chorobę spotkałam ludzi, których do dziś wspominam z wdzięcznością. Takich, którzy pojawili się wtedy, kiedy naprawdę ich potrzebowałam. Którzy nie pytali, czy przesadzam. Nie oceniali. Nie mówili: „inni mają gorzej”. Po prostu byli. Ale spotkałam też takich, po których zostało coś zupełnie innego. Rozczarowanie. Żal. Złość. Czasem niedowierzanie, że człowiek może być dla drugiego człowieka aż tak obojętny. Choroba bardzo szybko pokazuje, kto jest obok naprawdę, a kto tylko wtedy, kiedy jest łatwo, wygodnie i przyjemnie albo potrzebuje informacji. I chyba każdy z nas, kto przez dłuższy czas zmaga się z chorobą, miał kiedyś taki moment, w którym pomyślał: „Mam to gdzieś.” Nie będę się martwić jak ktoś źle życzy. Nie będę się martwić jak ktoś źle mówi. Nie będę się przejmować czyjąś zawiścią.  Nie będę się mścić. Nie będę poświęcać kolejnych kawałków siebie komuś, kto i tak nie potrafił ich docenić. Bo po co? Przecież istnieje coś takiego jak karma. Wiem, że nie zaws...

Kiedy nadzieja zaczyna gasnąć

Ostatnio trochę mniej we mnie nadziei. Nie straciłam jej całkiem. Jeszcze gdzieś tam jest. Tli się małym płomieniem, którego nie potrafię, a może nie chcę, zgasić do końca. Ale podczas ostatniej wizyty u lekarza ktoś mocno na niego dmuchnął. Bo znowu pojawiło się „może”. Może leczenie biologiczne się opóźni. Może inne problemy zdrowotne staną się przeszkodą. Może trzeba będzie znowu czekać. A ja tak bardzo nie chcę już czekać. Czekam na to leczenie jak na coś, co może wreszcie pozwolić mi trochę odetchnąć. Nie oczekuję cudu. Wiem, że tego, co już zostało uszkodzone, nie da się cofnąć. Wiem, że nie obudzę się nagle w ciele sprzed choroby. Chcę tylko, żeby nie psuło się już nic więcej. Chcę zatrzymać chorobę, zanim zabierze mi kolejne kawałki sprawności. Chcę wreszcie poczuć ulgę w bólu. Chcę choć trochę normalności. Bo dla mnie normalność nie oznacza już wielkich rzeczy. To możliwość wyjścia z domu bez zastanawiania się, ile wytrzymam. To dzień, w którym ból nie jest pierwszą rzeczą, o ...

Czy ktoś rzucił na nas urok?

Dawno mnie tutaj nie było. I pewnie ktoś mógłby pomyśleć, że zabrakło mi tematów. Że nie miałam o czym pisać. Albo że życie tak mnie pochłonęło, że nie znalazłam czasu, żeby usiąść i napisać kolejnego wpisu. Nic z tych rzeczy. Tematów miałam aż za dużo. Czas też się znalazł. Nawet pomysłów w głowie było tyle, że spokojnie mogłabym zapełnić nimi kilka kolejnych wpisów. Tylko zabrakło mi czegoś najważniejszego. Siły. Tej fizycznej, której czasami zwyczajnie nie mam. Ale też tej psychicznej. Bo są takie momenty, kiedy człowiek może mieć przed sobą pustą kartkę, komputer, kubek herbaty i kilka godzin wolnego czasu… a mimo wszystko nie jest w stanie napisać ani jednego zdania. I właśnie taki czas miałam ostatnio. A może nadal trochę mam. Bo kiedy człowiek przez dłuższy czas mierzy się z jednym problemem, a potem dochodzi kolejny, później następny, a na końcu jeszcze jeden, zaczyna się zastanawiać, ile właściwie można jeszcze udźwignąć. I znowu wraca do mnie myśl, którą już kiedyś miałam. Cz...

Wspomnienia są jedynym rajem, z którego nie możemy być wygnani

Są takie dni, kiedy częściej wracam myślami do przeszłości. Nie dlatego, że chcę uciec od tego, co jest teraz. Chyba po prostu czasami potrzebuję przypomnieć sobie, jak wyglądało moje życie, zanim stało się takie trudne. Wspomnienia mają w sobie coś niezwykłego. Wystarczy jedno zdjęcie, zapach, piosenka usłyszana przypadkiem i nagle jesteśmy gdzieś indziej. W miejscu, do którego nasze nogi już nie mogą dotrzeć, ale pamięć wciąż potrafi nas tam zabrać. Czasami wracam do zwyczajnych dni. Do czasów, kiedy można było po prostu wyjść z domu. Długo spacerować. Pojechać gdzieś spontanicznie. Zrobić zakupy bez zastanawiania się, ile sił zostanie na później. Kiedyś narzekałam na zmęczenie, zabieganie i tysiące obowiązków. Dziś czasami oddałabym bardzo wiele za możliwość przeżycia jeszcze raz jednego z tych zwyczajnych dni. Bo jak często doceniamy zwyczajność dopiero wtedy, kiedy przestaje być zwyczajna? Wspomnienia potrafią jednak być jednocześnie piękne i bolesne. Pokazują nam, co mieliśmy. Pr...