Są takie doświadczenia, które zostają z człowiekiem na zawsze. Zmieniają sposób patrzenia na życie, odbierają poczucie bezpieczeństwa i przypominają, jak kruche potrafi być to, co jeszcze wczoraj wydawało się oczywiste. Dziś, w Światowym Dniu Udaru Mózgu, chcę opowiedzieć o czymś, czego sama doświadczyłam. Nie po to, żeby straszyć. Chcę, żeby ktoś, kto przeczyta te słowa, zapamiętał jedno: udar może wyglądać różnie, ale nigdy nie wolno go bagatelizować. Przeżyłam mikroudary. Za pierwszym razem pojawił się potworny ból głowy. Taki, jakiego nigdy wcześniej nie znałam. Nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca. Nie mogłam stać, siedzieć, chodzić ani leżeć. Żadna pozycja nie przynosiła ulgi. To był ból, którego nie dało się opanować ani porównać z czymkolwiek, czego wcześniej doświadczyłam. Za drugim razem ból głowy również się pojawił, ale był słabszy. Tym razem doszło coś jeszcze. Czułam się, jakbym była pijana. Nie potrafiłam samodzielnie iść. Mąż musiał przeprowadzić mnie z łazienki do łóżk...
Patrzymy na cudze życie i wydaje nam się, że inni mają łatwiej. Są spokojniejsi, mają to, czego nam brakuje. Przeglądamy zdjęcia pełne uśmiechów, wyjazdów i pięknych chwil, a potem porównujemy je z własną codziennością. Tylko że widzimy jedynie fragment czyjejś historii. Nie wiemy, ile łez kryje się za uśmiechem, ile trudności za pozornym spokojem i jak wiele człowiek przeżywa w ciszy. Sama wiem, że można żartować, uśmiechać się i normalnie funkcjonować, a jednocześnie zmagać się z bólem, którego inni nawet się nie domyślają. Dlatego trudno mi zrozumieć zawiść. To, że czyjś sukces potrafi komuś przeszkadzać. Że zamiast pogratulować, niektórzy wolą rozsiewać plotki, ranić słowami i rzucać kłody pod nogi. Jakby drugi człowiek nie miał prawa do niczego dobrego tylko dlatego, że samemu czegoś nam brakuje. Jak bardzo trzeba być niezadowolonym z własnego życia, żeby próbować utrudniać je innym? Przecież nie znamy ich drogi ani ceny, jaką zapłacili za to, co dziś podziwiamy. A nawet jeśli kom...