Zastanawiam się czasami, ile razy człowiek może zaczynać od nowa. Nie chodzi mi o nowy rok ani kolejną kartkę w kalendarzu. Mam na myśli początki, których wcale nie planujemy — te, które nagle zabierają nam to, co znane. Nowa diagnoza. Nowe ograniczenia. Nowe życie, którego wcale nie chciałyśmy. Pamiętam, ile razy wydawało mi się, że wreszcie poukładałam sobie życie. Że może będzie spokojniej. A potem przychodziło coś kolejnego i znowu musiałam uczyć się własnego ciała, planować zwykły dzień i zastanawiać się, jak żyć w rzeczywistości, która coraz mniej przypominała tę dawną. Bywało, że miałam tego dość. Nie chciałam kolejnego początku. Chciałam zostać w miejscu, które wreszcie udało mi się oswoić. Bo ile razy można zbierać siebie z podłogi i układać od nowa? Dzisiaj wiem, że można zaczynać wiele razy — tylko za każdym razem trochę inaczej. Nie jestem już tą samą osobą. Mam więcej doświadczeń, blizn i strachu, ale też wiem, że potrafię przetrwać rzeczy, o których kiedyś myślałam, że mn...
Październik znów zrobił się różowy. Różowe wstążki, przypomnienia, historie kobiet, które walczą z rakiem piersi. I choć co roku słyszymy o tym samym, dla mnie ten temat nigdy nie jest tylko kolejną kampanią. Jest bardzo osobisty. Kilka lat temu również ja usłyszałam wiadomość, która spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Guz. Jedno słowo, a w głowie nagle pojawia się tysiąc pytań. Czy to rak? Co będzie dalej? Czy czeka mnie operacja? Leczenie? Czy moje życie za chwilę się zmieni? Na szczęście w moim przypadku guz okazał się łagodny. Nie potrzebowałam ani operacji, ani leczenia. Ale strachu, który wtedy poczułam, nie zapomina się tak łatwo. Dlatego dzisiaj, kiedy widzę różową wstążkę, myślę nie tylko o kobietach, które zachorowały. Myślę o tych, które właśnie czekają na wyniki. O tych, które każdego dnia próbują oswoić strach. O ich rodzinach, które często boją się razem z nimi. I myślę o sobie. O tym, jak często potrafimy zadbać o wszystkich wokół, a siebie odkładamy na później. Bo ...