Są momenty w życiu, w których porządek świata rozpada się w jednej chwili. Nie powoli. Nie etapami. Natychmiast. Tak właśnie zaczyna się choroba. I nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Sprawy, które jeszcze wczoraj wydawały się ważne. Plany, ambicje, drobne konflikty, codzienne gonitwy. To, co „trzeba było zrobić”, „wypadało”, „należało”. Wszystko traci ostrość. Jakby ktoś ściszył dźwięk życia i zostawił tylko jedno pytanie: czy ja dam radę? Choroba brutalnie uczy, jak kruche jest to, co mamy. Zdrowie, sprawność, niezależność – rzeczy tak oczywiste, że zauważamy je dopiero wtedy, gdy zaczynają znikać. I nagle okazuje się, że naprawdę niewiele trzeba, żeby stracić całe dotychczasowe „normalne życie”. Jedno badanie. Jedna diagnoza. Jedno zdanie wypowiedziane przez lekarza. Od tej chwili zmienia się perspektywa. Liczy się dzień bez bólu. Noc, w której da się zasnąć. Poranek, w którym można wstać samodzielnie. Reszta… reszta schodzi na dalszy plan, choć jeszcze niedawno była centr...
Każdy człowiek, którego mijamy na ulicy, w sklepie, w kolejce do lekarza czy nawet we własnym domu, toczy jakąś bitwę. Bitwę, o której najczęściej nie mamy pojęcia. Nie widzimy jej na pierwszy rzut oka. Nie ma opatrunków, kul ani alarmujących znaków. Często jest przykryta uśmiechem, żartem, „wszystko w porządku”. A jednak trwa. Cicho. Codziennie. Nauczyłam się tego szczególnie wtedy, gdy sama zaczęłam walczyć. Kiedy okazało się, że można funkcjonować, rozmawiać, odpowiadać na pytania, a jednocześnie w środku rozsypywać się po kawałku. Kiedy można wyglądać „normalnie”, a w głowie i w ciele toczyć najtrudniejszą walkę życia. I wtedy zrozumiałam, jak bardzo znaczą drobne rzeczy. Ciepłe słowo. Zwykła uprzejmość. Spokojny ton. Brak oceniania. Jedno zdanie wypowiedziane bez zastanowienia potrafi dobić bardziej niż choroba. Jedno niepotrzebne spojrzenie, przewrócone oczy, ironiczny komentarz – zostają w głowie na długo. Ale z drugiej strony… jedno dobre słowo potrafi dać siłę na cały dzień. Ż...