Jeszcze kilka lat temu o tej porze nie mogłam usiedzieć w miejscu. Walizki były już prawie spakowane. Lista rzeczy odhaczona. W głowie odliczanie dni, a czasem nawet godzin do wyjazdu. Uwielbiałam ten moment. Samo planowanie sprawiało mi ogromną radość. A w tym roku... W tym roku jest zupełnie inaczej. Wakacje zbliżają się wielkimi krokami, a ja jakoś nie potrafię się nimi cieszyć. Walizki nadal stoją puste. Nic mnie nie ciągnie do pakowania. Nie odliczam dni. Nie wyobrażam sobie, co będę robić na miejscu. To dla mnie bardzo dziwne, bo pierwszy raz w życiu zamiast ekscytacji czuję przede wszystkim... lęk. Oczywiście chcę spędzić ten czas z moim synem i mężem. Chcę patrzeć, jak odpoczywają, śmieją się i cieszą wspólnymi chwilami. Ale gdybym mogła wybierać... Chyba wolałabym zostać gdzieś blisko domu. Największy strach budzi we mnie sam lot samolotem. Nie dlatego, że boję się wysokości. Boję się czegoś zupełnie innego. A co, jeśli coś stanie się właśnie tam? Kilka kilometrów nad ziemią. ...
Są takie lęki, o których bardzo trudno opowiadać" Nie dlatego, że brakuje słów. Dlatego, że większość ludzi nigdy ich nie doświadczyła. Bo jak wytłumaczyć komuś zdrowemu, że można bać się własnego organizmu? Że można bać się nie tego, co wydarzy się za rok czy za dziesięć lat, ale tego, co może wydarzyć się za godzinę. Kiedy człowiek żyje z poważną chorobą, zwłaszcza taką, która może prowadzić do niepełnosprawności, powikłań, a czasem nawet śmierci, zaczyna inaczej patrzeć na świat. Nagle zwykłe rzeczy przestają być takie zwykłe. Wyjazd pociągiem. Lot samolotem. Pobyt za granicą. Dłuższy spacer. Samotny dzień w domu. To wszystko staje się źródłem pytań, których zdrowi ludzie często nawet nie mają w głowie. A co, jeśli coś stanie się właśnie wtedy? A co, jeśli będę sama? A co, jeśli nie zdążę wezwać pomocy? A co, jeśli objawy pojawią się w pociągu, gdzie nie ma lekarza? Albo w samolocie, kilka kilometrów nad ziemią? Albo za granicą, gdzie trudno będzie dogadać się z personelem medy...