Przez bardzo długi czas żyłam nadzieją, że kiedyś wszystko wróci do tego, co było. Że jeszcze będę tą samą kobietą. Tą, która rano zakładała mundur i szła do pracy z uśmiechem. Która mogła spontanicznie wyjechać, zaplanować weekend, zrobić zakupy, posprzątać cały dom i jeszcze wieczorem mieć siłę na wspólny spacer. Bardzo długo tęskniłam za tamtą sobą. I chyba jeszcze trochę tęsknię. Bo trudno nie tęsknić za życiem, które się kochało. Z czasem jednak zrozumiałam coś, co nie przyszło mi łatwo. Ja już nie wrócę do tamtej wersji siebie. Nie dlatego, że przestałam walczyć. Wręcz przeciwnie. Walczę każdego dnia. Ale są bitwy, których nie wygrywa się powrotem do przeszłości. Wygrywa się je nauczeniem się życia na nowo. Dzisiaj moje życie wygląda inaczej. Mam więcej ograniczeń. Więcej bólu. Więcej leków niż planów. Muszę odpoczywać wtedy, gdy dawniej nawet nie pomyślałabym o położeniu się do łóżka. I długo wydawało mi się, że skoro nie mogę żyć tak jak kiedyś, to już nic dobrego mnie nie czek...
Nie jestem celebrytką. Nie jestem aktorką. Nie jestem piosenkarką. Nie jestem osobą publiczną. A mimo to czasami czuję się, jakbym siedziała w telewizji i udzielała wywiadu. Tylko że ten wywiad nigdy nie dotyczy moich pasji, marzeń czy tego, co sprawia mi radość. Dotyczy wyłącznie... choroby. I szczerze? Nienawidzę tego. Naprawdę są osoby, które potrafią uszanować moje granice. Rozumieją, że jeśli chcę coś powiedzieć, to sama o tym opowiem. Że czasami mam ochotę porozmawiać o pogodzie, książkach, filmach, wakacjach albo po prostu pośmiać się z jakiejś głupoty. Że potrzebuję choć na chwilę odpocząć od bycia "tą chorą". Ale są też ludzie, których ciekawość nie zna granic. Ledwo usiądziemy przy stole, a ja już czuję się jak uczeń wywołany do odpowiedzi. – A jak się czujesz? – A co Cię teraz boli? – A jakie bierzesz leki? – A kiedy następna wizyta? – A kiedy dostaniesz leczenie biologiczne? – A lekarze co mówią? – A z rentą wszystko w porządku? – A rozliczasz się już ze skarbówką...