Ciekawość jest częścią ludzkiej natury. Chcemy wiedzieć. Interesuje nas życie innych, ich plany, decyzje, sukcesy, czasami także problemy. Sama ciekawość nie jest przecież niczym złym. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przestaje być zwykłym zainteresowaniem, a staje się potrzebą kontrolowania czyjegoś życia. Kiedy ktoś chce wiedzieć wszystko. Co robisz. Z kim jesteś. Dokąd jedziesz. Ile zarabiasz. Co kupiłaś. Dlaczego tak, a nie inaczej. Co dzieje się w Twojej rodzinie. A kiedy nie dostaje odpowiedzi, zaczyna szukać jej sam. Dopytuje innych. Domyśla się. Dopowiada. Tworzy własne wersje wydarzeń. A czasami zwyczajnie czeka na czyjeś potknięcie. I wtedy ciekawość zaczyna mieszać się z zawiścią. Bo nie chodzi już o to, żeby wiedzieć. Chodzi o to, żeby mieć porównanie. Żeby sprawdzić, czy komuś przypadkiem nie jest lepiej. Czy nie ma czegoś więcej. Czy nie jest szczęśliwszy. Czy nie osiągnął czegoś, czego samemu się nie ma. A jeśli jest? Wtedy pojawia się niepokój. Bo trudno cieszyć się wła...
Są takie miejsca, do których nie jedziemy po to, żeby coś zobaczyć. Jedziemy tam, żeby poczuć. Dla mnie jednym z takich miejsc jest las. Nie potrzebuję tam wielkich atrakcji. Nie potrzebuję planu, mapy ani listy rzeczy do zrobienia. Wystarczy dom między drzewami, zapach mokrej ziemi, szum liści i ten niezwykły rodzaj ciszy, który wcale nie jest pusty. Bo las nie milczy. On szumi. Oddycha. Szeleści. Czasem skrzypi pod stopami. Śpiewają w nim ptaki, wiatr porusza gałęziami, a gdzieś w oddali zawsze dzieje się coś, czego nie muszę rozumieć. I chyba właśnie tego czasami najbardziej potrzebuję. Nie rozumieć. Nie analizować. Nie zastanawiać się, co będzie jutro. Po prostu być. Ostatnio coraz częściej myślę o tym, jak bardzo człowiek potrafi zmęczyć się własnymi myślami. Możemy siedzieć w ciszy, a w głowie wciąż trwa rozmowa. Pytania, obawy, plany, wspomnienia. To, co było. To, czego nie udało się zrobić. To, co może się wydarzyć. A potem jadę do lasu. I nagle wszystko trochę zwalnia. Problem...