Są takie straty, których nie da się zmierzyć ani policzyć. Nie widać ich na zdjęciach. Nie zapisują się w wynikach badań. Nie pokazują ich żadne rezonanse ani tomografy. A jednak bolą. Czasem nawet bardziej niż sama choroba. Bo choroba nie zabrała mi tylko zdrowia. Zabrała mi też część codzienności. Takiej zwyczajnej, rodzinnej, która kiedyś wydawała się czymś oczywistym. Są miejsca, do których nie mogę pojechać. Są aktywności, których nie mogę wykonywać. Są wyjazdy, spacery, atrakcje i chwile, w których chciałabym uczestniczyć razem z moim dzieckiem, a wiem, że nie dam rady. I właśnie to boli mnie najbardziej. Nie to, że ja czegoś nie przeżyję. Ale że nie przeżyję tego razem z nim. Czasem słucham opowieści o czyichś rodzinnych wycieczkach, wspólnych przygodach, spontanicznych wyjazdach i czuję ukłucie żalu. Nie dlatego, że komuś zazdroszczę. Po prostu wiem, jak wiele rzeczy ominęło i jeszcze ominie mnie przez chorobę. Są chwile, kiedy bardzo chciałabym powiedzieć: "Jedziemy!...
Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że zmęczenie jest czymś prostym. Nie wyspałam się? To położę się wcześniej. Miałam ciężki dzień? Odpocznę w weekend. Pracowałam za dużo? Wezmę wolne i nabiorę sił. Dzisiaj wiem, że istnieje zupełnie inny rodzaj zmęczenia. Takie, którego nie da się odespać. Takie, które budzi się razem ze mną każdego ranka. Takie, które nie mija po drzemce, weekendzie ani nawet po kilku dniach odpoczynku. To zmęczenie, które przynoszą przewlekła choroba, ból i stan zapalny. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak ogromny wysiłek wykonuje organizm chorego człowieka. Kiedy w ciele nieustannie toczy się stan zapalny, organizm pracuje na zwiększonych obrotach przez całą dobę. Nie tylko wtedy, kiedy jesteśmy aktywni. Także wtedy, gdy siedzimy. Gdy leżymy. Nawet wtedy, gdy śpimy. To trochę tak, jakby przez całą dobę działał alarm, którego nie można wyłączyć. Do tego dochodzi przewlekły ból. Ludzie często myślą o bólu jak o chwilowym doświadczeniu. Zaboli, przejdzie i moż...