Kiedyś wszystko działo się szybko. Praca, obowiązki, plany, wyjazdy. Dzień był za krótki na to, co chciałam zrobić. Dzisiaj bywa zupełnie odwrotnie. Są dni, kiedy moim największym osiągnięciem jest to, że wstałam z łóżka, ubrałam się i przygotowałam obiad. Kiedy uda mi się jeszcze popracować przez jakiś czas przy komputerze albo pomóc uczniom, mam poczucie, że był to naprawdę dobry dzień. Jeszcze kilka miesięcy temu miałabym wyrzuty sumienia. Powiedziałabym sobie, że zrobiłam za mało. Że inni w tym czasie zdążyli pojechać do pracy, zrobić zakupy, odebrać dzieci, spotkać się ze znajomymi, poćwiczyć i jeszcze zaplanować wakacje. A ja? Ja cieszę się z rzeczy, które dla zdrowego człowieka są zupełnie zwyczajne. I długo było mi z tym bardzo trudno. Porównywałam się. Patrzyłam na życie innych i zastanawiałam się, dlaczego ja nie potrafię już tak funkcjonować. Dlaczego moje ciało tak szybko mówi: „dość”. Dlaczego po jednej aktywności muszę odpoczywać, podczas gdy inni dopiero się rozkręcają. ...
Są takie dni, kiedy boli mnie nie tylko choroba. Boli mnie również świadomość, że nawet jeśli medycyna potrafi dziś pomóc wielu pacjentom, to nie każdy ma szansę z tej pomocy skorzystać. Bo okazuje się, że czasem największym przeciwnikiem nie jest już sama choroba. Tylko... brak pieniędzy z NFZ. Coraz częściej słyszę o pacjentach reumatologicznych, którzy zostali zakwalifikowani do leczenia biologicznego w ramach NFZ. W teorii wszystko wygląda dobrze. Spełnili wymagania. Przeszli badania. Lekarze uznali, że takie leczenie jest potrzebne. I co dalej? Czekanie. Tygodnie. Miesiące. Czasem jeszcze dłużej. Nie dlatego, że lekarze nie chcą leczyć. Dlatego, że szpitale nie mają środków, aby rozpocząć terapię. A choroba? Ona nie czeka. Nie robi sobie przerwy. Nie mówi: „Poczekam, aż znajdą się pieniądze.” Każdego dnia robi swoje. Powoli odbiera sprawność i samodzielność. Niszczy stawy. Atakuje kolejne narządy. Zabiera człowiekowi kawałek normalnego życia. Wiele osób wciąż myśli, że choroby reu...