Przejdź do głównej zawartości

Posty

Siła, która karmi nadzieję

Długo myślałam, czym tak naprawdę jest siła. Nie ta z poradników, nie ta z motywacyjnych haseł, nie ta, którą tak łatwo przypisuje się ludziom „dzielnym” i „radzącym sobie”. Tylko ta prawdziwa, codzienna, cicha. I doszłam do wniosku, że siła w gruncie rzeczy jest synonimem wiary. Nie wiary w cuda, które wydarzą się jutro. Nie wiary w to, że nagle wszystko się ułoży. Ale wiary w to, że mimo wszystko warto wstać. Warto oddychać. Warto jeszcze spróbować przeżyć ten dzień. Bo kiedy choroba zabiera pewność jutra, kiedy odbiera sprawczość, plany, marzenia, wtedy siła nie polega na uśmiechu ani na udawaniu, że „jest okej”. Siła polega na tym, że nie pozwalamy całkiem umrzeć nadziei. Nawet jeśli jest maleńka. Nawet jeśli ledwo się tli. Prawdziwa odwaga nie krzyczy. Ona karmi nadzieję po cichu. Drobnostkami. Jedną dobrą myślą. Jednym spokojniejszym oddechem. Jednym „jeszcze dziś spróbuję”. Są dni, kiedy wiara ma postać łez. Są dni, kiedy wygląda jak bezsilność. Są też takie, kiedy jedynym aktem...
Najnowsze posty

Kiedy choroba ustawia wszystko na nowo

Są momenty w życiu, w których porządek świata rozpada się w jednej chwili. Nie powoli. Nie etapami. Natychmiast. Tak właśnie zaczyna się choroba. I nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Sprawy, które jeszcze wczoraj wydawały się ważne. Plany, ambicje, drobne konflikty, codzienne gonitwy. To, co „trzeba było zrobić”, „wypadało”, „należało”. Wszystko traci ostrość. Jakby ktoś ściszył dźwięk życia i zostawił tylko jedno pytanie: czy ja dam radę? Choroba brutalnie uczy, jak kruche jest to, co mamy. Zdrowie, sprawność, niezależność – rzeczy tak oczywiste, że zauważamy je dopiero wtedy, gdy zaczynają znikać. I nagle okazuje się, że naprawdę niewiele trzeba, żeby stracić całe dotychczasowe „normalne życie”. Jedno badanie. Jedna diagnoza. Jedno zdanie wypowiedziane przez lekarza. Od tej chwili zmienia się perspektywa. Liczy się dzień bez bólu. Noc, w której da się zasnąć. Poranek, w którym można wstać samodzielnie. Reszta… reszta schodzi na dalszy plan, choć jeszcze niedawno była centr...

Życzliwość nic nie kosztuje. A czasem ratuje

Każdy człowiek, którego mijamy na ulicy, w sklepie, w kolejce do lekarza czy nawet we własnym domu, toczy jakąś bitwę. Bitwę, o której najczęściej nie mamy pojęcia. Nie widzimy jej na pierwszy rzut oka. Nie ma opatrunków, kul ani alarmujących znaków. Często jest przykryta uśmiechem, żartem, „wszystko w porządku”. A jednak trwa. Cicho. Codziennie. Nauczyłam się tego szczególnie wtedy, gdy sama zaczęłam walczyć. Kiedy okazało się, że można funkcjonować, rozmawiać, odpowiadać na pytania, a jednocześnie w środku rozsypywać się po kawałku. Kiedy można wyglądać „normalnie”, a w głowie i w ciele toczyć najtrudniejszą walkę życia. I wtedy zrozumiałam, jak bardzo znaczą drobne rzeczy. Ciepłe słowo. Zwykła uprzejmość. Spokojny ton. Brak oceniania. Jedno zdanie wypowiedziane bez zastanowienia potrafi dobić bardziej niż choroba. Jedno niepotrzebne spojrzenie, przewrócone oczy, ironiczny komentarz – zostają w głowie na długo. Ale z drugiej strony… jedno dobre słowo potrafi dać siłę na cały dzień. Ż...

Nie mierz cudzego bólu własną miarą

Cierpienie nie ma jednej skali. Nie da się go zważyć, porównać ani ustawić w kolejce od „najgorszego” do „mniej ważnego”. A jednak tak często próbujemy. Czasem nieświadomie, czasem w dobrej wierze, a czasem z bezradności. „Inni mają gorzej.” „To jeszcze nie jest takie straszne.” „Daj spokój, da się z tym żyć.” Te słowa padają zbyt łatwo. I ranią bardziej, niż się wydaje. Cierpienie zawsze jest subiektywne. To, co dla jednego jest chwilowym dyskomfortem, dla drugiego może być codzienną walką o przetrwanie. To, co ktoś znosi „jakoś”, dla kogoś innego jest granicą, której nie da się przekroczyć bez łamania siebie. Nauczyłam się tego na własnej skórze. Bo mój ból nie zawsze wyglądał „wystarczająco poważnie”. Nie zawsze był widoczny. Nie zawsze pasował do cudzych wyobrażeń o tym, jak powinno wyglądać cierpienie. A jednak był. Każdego dnia. I każdej nocy. Były momenty, kiedy słyszałam, że powinnam się cieszyć, bo „mogło być gorzej”. Tylko nikt nie pytał, jak bardzo boli mnie to, co jest tera...

Cisi ludzie niosą najwięcej

Każdy człowiek ma swoje ukryte smutki, których świat nie zna; i często nazywamy człowieka zimnym, kiedy jest tylko smutny. W codzienności nie ma wielkich scen. Jest poranek, który trzeba jakoś zacząć. Jest dzień, który trzeba przejść. Jest wieczór, w którym człowiek w końcu może przestać udawać, że ma jeszcze siłę. Często myślimy, że smutek musi wyglądać jak płacz. Jak załamanie. Jak krzyk. A tymczasem on bardzo często jest cichy. Przychodzi bez zapowiedzi i zostaje na długo. Uczy milczenia. Odbiera ochotę na rozmowy. Sprawia, że człowiek wycofuje się trochę z życia — nie dlatego, że nie chce ludzi, ale dlatego, że nie ma już siły tłumaczyć, prostować, odpowiadać. Wtedy łatwo dostać łatkę „zimnej”. Zdystansowanej. Niedostępnej. Bo nie opowiadasz. Bo nie narzekasz. Bo nie wylewasz wszystkiego na zewnątrz. A prawda bywa zupełnie inna — po prostu nosisz w sobie więcej, niż jesteś w stanie unieść na głos. Znam ten stan aż za dobrze. Uśmiech, który pojawia się z przyzwyczajenia. Odpowiedź „...

Za młoda na osteoporozę

Są takie choroby, które w naszej głowie mają jedną etykietę. Jedną, jedyną. „To choroba ludzi starszych”. Osteoporoza właśnie do nich należy — kojarzona z emerytami, babciami, dziadkami. A jednak… choroby nie pytają o wiek. Nie sprawdzają metryki. Nie czekają, aż człowiek będzie „w odpowiednim wieku”, żeby móc zachorować. I właśnie dlatego tyle młodych osób żyje z osteoporozą… nawet o tym nie wiedząc. Bo kto skieruje młodą osobę na badanie gęstości kości? Kto powie: „sprawdźmy to, na wszelki wypadek”? Zazwyczaj nikt. A przecież ta choroba nie wybiera tylko tych po sześćdziesiątce. Potrafi uderzyć dużo wcześniej — i to z taką mocą, że człowiek nagle czuje się jak chodzący szkic kruchych linii. Najgorsze jest to, że młody pacjent z osteoporozą często zostaje bez odpowiedniego leczenia. Bo refundacja mu się nie należy. Bo „za młody”. Bo system patrzy na rocznik, nie na wyniki badań. A leczenie? Kosmicznie drogie. I nagle człowiek staje przed wyborem: zdrowie czy portfel? Terapia czy rachu...

Nie zmienia. Zabiera wszystko.

Często słyszę, że choroba „zmienia życie”. Że „uczy pokory”. Że „przewartościowuje”. I za każdym razem mam w sobie cichy sprzeciw. Bo ciężka choroba nie zmienia życia. Ona je rozrywa. W jednej chwili burzy wszystko, co było poukładane, znane, bezpieczne. Zostawia człowieka na gruzach codzienności, z pytaniem: co teraz? – i bez żadnej instrukcji, jak żyć dalej. Jeszcze wczoraj było „normalnie”. Plany, obowiązki, praca, przyszłość. Dni wypełnione do granic możliwości. Myśl, że jutro będzie bardzo podobne do dziś. A potem przychodzi diagnoza. Albo objawy, których nie da się już zignorować. Albo moment, w którym ciało mówi „dość” – i już nie da się udawać, że to tylko gorszy dzień. I nagle wszystko się kończy. Nie powoli. Nie stopniowo. Tylko od razu. Ciężka choroba nie pyta o gotowość. Nie daje czasu na pożegnanie starego życia. Zabiera samodzielność, poczucie kontroli, plany na przyszłość. Zostawia strach, ból i niepewność. Zostawia codzienność, która wygląda zupełnie inaczej niż ta, o k...