Najbardziej niezwykłe, a zarazem najtrudniejsze w życiu jest to, że rzadko wiemy, kiedy coś dzieje się po raz ostatni. Nie wiesz, że właśnie ostatni raz robisz coś bez bólu. Że kiedyś zatęsknisz za zwyczajnym porankiem, beztroskim śmiechem albo dniem, w którym nie musiałaś zastanawiać się, czy wystarczy Ci sił. Nie wiesz, że chwile, które dziś wydają Ci się zupełnie zwyczajne, kiedyś mogą stać się tymi, do których będziesz wracać z największą tęsknotą. Po prostu żyjesz. Odkładasz coś na później. Myślisz, że jeszcze będzie okazja. Że zdążysz, zadzwonisz jutro, odwiedzisz kiedyś, powiesz, co czujesz, kiedy znajdziesz odpowiedni moment. Aż pewnego dnia rozumiesz, że czas nie pyta, czy jesteś gotowa na zmiany. Choroba nauczyła mnie, jak bardzo potrafi zmienić się życie. Są rzeczy, które kiedyś robiłam bez zastanowienia, a dziś wymagają ode mnie wysiłku, planowania i siły, której czasami po prostu brakuje. Bywają chwile, kiedy tęsknię za dawną codziennością. Za sobą sprzed tych wszystkich d...
Są takie dni, kiedy patrząc na mnie z boku, można by pomyśleć, że wszystko jest w porządku. Coś zrobię w domu, spróbuję popracować, gdzieś pojadę, zażartuję, zaśmieję się z czegoś. Czasami nawet sama na chwilę zapominam o tym, co mnie boli i martwi. Przez moment czuję się tak, jakby życie pozwalało mi wrócić do tego, co kiedyś było zwyczajne. Do codzienności, w której nie trzeba wszystkiego planować wokół bólu, zmęczenia i własnych ograniczeń. Ale potem przychodzi chwila, w której znów czuję, że nic nie jest takie proste. Bo to, że coś zrobiłam, nie oznacza, że nie kosztowało mnie to wysiłku. To, że gdzieś pojechałam, nie znaczy, że dobrze się czuję. A to, że się śmieję, wcale nie oznacza, że nie mam powodów do płaczu. Nie wszystko, co boli, widać. I nie wszystko, co niewidoczne, boli mniej. Mój ból nie zawsze mieści się w tym, co można zobaczyć. Czasami jest fizyczny, uporczywy, męczący. Przypomina o sobie wtedy, kiedy chciałabym po prostu usiąść i odpocząć, kiedy próbuję zrobić coś, ...