Nie jestem celebrytką. Nie jestem aktorką. Nie jestem piosenkarką. Nie jestem osobą publiczną. A mimo to czasami czuję się, jakbym siedziała w telewizji i udzielała wywiadu. Tylko że ten wywiad nigdy nie dotyczy moich pasji, marzeń czy tego, co sprawia mi radość. Dotyczy wyłącznie... choroby. I szczerze? Nienawidzę tego. Naprawdę są osoby, które potrafią uszanować moje granice. Rozumieją, że jeśli chcę coś powiedzieć, to sama o tym opowiem. Że czasami mam ochotę porozmawiać o pogodzie, książkach, filmach, wakacjach albo po prostu pośmiać się z jakiejś głupoty. Że potrzebuję choć na chwilę odpocząć od bycia "tą chorą". Ale są też ludzie, których ciekawość nie zna granic. Ledwo usiądziemy przy stole, a ja już czuję się jak uczeń wywołany do odpowiedzi. – A jak się czujesz? – A co Cię teraz boli? – A jakie bierzesz leki? – A kiedy następna wizyta? – A kiedy dostaniesz leczenie biologiczne? – A lekarze co mówią? – A z rentą wszystko w porządku? – A rozliczasz się już ze skarbówką...
Są takie noce, kiedy najbardziej na świecie chciałabym po prostu zasnąć. Nie rozwiązać wszystkich problemów. Nie znaleźć odpowiedzi na każde pytanie. Nie być silna. Po prostu zasnąć. Ale czasem moje ciało nie pozwala mi nawet na ten mały odpoczynek. Leżę, zamykam oczy i czekam, aż ból choć trochę odpuści. Czekam na tę chwilę, kiedy mięśnie przestaną być napięte, kiedy kręgosłup pozwoli zapomnieć o sobie, kiedy głowa w końcu przestanie walczyć. Ale są noce, kiedy nawet leki nie pomagają zasnąć. I wtedy zaczyna się najtrudniejsza walka. Nie tylko z bólem. Z własnymi myślami. Bo noc ma to do siebie, że wszystko staje się głośniejsze. W dzień można się czymś zająć. Można odwrócić uwagę, porozmawiać z kimś, zrobić choć małą rzecz, która na chwilę pozwala nie myśleć. A w nocy zostaję sama. Ja, cisza i ból. I wtedy wracają pytania, których tak bardzo nie chcę słyszeć. „Za co?” „Dlaczego ja?” „Co będzie dalej, skoro już teraz jest tak trudno?” „Czy leczenie biologiczne naprawdę mi pomoże, kied...