Zdarza mi się wracać myślami do dawnego życia. Do tej wersji mnie, która nie planowała dnia pod kątem bólu, leków i granic własnego ciała. Do dni, w których przyszłość była oczywista, a nie podszyta znakiem zapytania. Te wspomnienia przychodzą same – nieproszone, czasem uparcie. I potrafią bardzo boleć. Bo to, co było, wydaje się dziś takie kompletne. Sprawne. Normalne. Łatwo wtedy wpaść w pułapkę porównań: „kiedyś mogłam”, „kiedyś byłam”, „kiedyś planowałam”. Tylko że to „kiedyś” już nie wróci. A im dłużej się w nim tkwi, tym mniej widać tego, co jeszcze może się wydarzyć – nawet jeśli będzie inne, mniejsze, wolniejsze. Choroba nauczyła mnie, że życie nie zawsze rozwija się zgodnie z planem. Czasem brutalnie go zrywa i zostawia człowieka z pustymi rękami. I wtedy bardzo łatwo jest utknąć w żalu. W tęsknocie za sobą sprzed wszystkiego. Za życiem, które wydawało się dane raz na zawsze. Ale im dłużej patrzę tylko wstecz, tym bardziej tracę z oczu to, co przede mną. A przecież „to, co moż...
Są momenty w życiu, kiedy kończą się rady. Kiedy nie pomagają dobre słowa, motywacyjne cytaty ani zapewnienia, że „będzie dobrze”. Bo nie zawsze jest dobrze. I nie zawsze musi tak być. Czasem dochodzimy do miejsca, w którym nie mamy już siły walczyć. Nie mamy energii tłumaczyć, udowadniać, przekonywać siebie i innych, że jeszcze damy radę. Czasem po prostu stoimy w miejscu — zmęczeni, obolali, cisi. I wtedy okazuje się, że jedyne, co naprawdę możemy zrobić, to iść dalej. Nie szybciej. Nie lepiej. Nie z uśmiechem na twarzy. Po prostu dalej. Dzień po dniu. Krok po kroku. Czasem na autopilocie. Czasem bez planu. Czasem bez nadziei, ale z jakimś cichym przekonaniem, że zatrzymanie się całkiem byłoby jeszcze trudniejsze. „Iść dalej” nie zawsze oznacza rozwój, sukces czy zmianę na lepsze. Czasem oznacza tylko wstanie z łóżka. Zrobienie herbaty. Przetrwanie kolejnego dnia. Nie poddanie się myślom, które próbują odebrać resztki sił. To nie jest słabość. To nie jest rezygnacja. To jest forma od...