Chciałabym napisać, że już jest dobrze. Że leki zadziałały, że depresja została gdzieś daleko za mną, że śpię spokojnie każdej nocy i budzę się wypoczęta, gotowa na nowy dzień. Bardzo chciałabym. Ale prawda jest trochę inna. Tak, jest lepiej niż kiedyś. Znacznie lepiej. Są dni, kiedy potrafię się uśmiechać, cieszyć drobiazgami, planować coś na przyszłość. Są chwile, kiedy naprawdę wierzę, że jeszcze wiele dobrego przede mną. Ale są też noce. Noce, kiedy mimo leków sen nie przychodzi tak, jak powinien. Kiedy budzę się nad ranem i nie potrafię już zasnąć. Kiedy głowa przypomina sobie wszystko, o czym przez cały dzień próbowałam nie myśleć. Są noce, kiedy w ciemności wszystkie lęki wydają się większe. Kiedy wracają pytania bez odpowiedzi. Kiedy człowiek zastanawia się, czy jeszcze kiedyś będzie żył bez bólu, bez strachu, bez ciągłego analizowania wyników badań i kolejnych wizyt u lekarzy. Depresja jest podstępna. Nawet wtedy, gdy jest już lepiej, potrafi od czasu do czasu przypomnieć o sw...
Są takie straty, których nie da się zmierzyć ani policzyć. Nie widać ich na zdjęciach. Nie zapisują się w wynikach badań. Nie pokazują ich żadne rezonanse ani tomografy. A jednak bolą. Czasem nawet bardziej niż sama choroba. Bo choroba nie zabrała mi tylko zdrowia. Zabrała mi też część codzienności. Takiej zwyczajnej, rodzinnej, która kiedyś wydawała się czymś oczywistym. Są miejsca, do których nie mogę pojechać. Są aktywności, których nie mogę wykonywać. Są wyjazdy, spacery, atrakcje i chwile, w których chciałabym uczestniczyć razem z moim dzieckiem, a wiem, że nie dam rady. I właśnie to boli mnie najbardziej. Nie to, że ja czegoś nie przeżyję. Ale że nie przeżyję tego razem z nim. Czasem słucham opowieści o czyichś rodzinnych wycieczkach, wspólnych przygodach, spontanicznych wyjazdach i czuję ukłucie żalu. Nie dlatego, że komuś zazdroszczę. Po prostu wiem, jak wiele rzeczy ominęło i jeszcze ominie mnie przez chorobę. Są chwile, kiedy bardzo chciałabym powiedzieć: "Jedziemy!...