Przejdź do głównej zawartości

Posty

Są noce, kiedy depresja nie wierzy w lepsze jutro

Chciałabym napisać, że już jest dobrze. Że leki zadziałały, że depresja została gdzieś daleko za mną, że śpię spokojnie każdej nocy i budzę się wypoczęta, gotowa na nowy dzień. Bardzo chciałabym. Ale prawda jest trochę inna. Tak, jest lepiej niż kiedyś. Znacznie lepiej. Są dni, kiedy potrafię się uśmiechać, cieszyć drobiazgami, planować coś na przyszłość. Są chwile, kiedy naprawdę wierzę, że jeszcze wiele dobrego przede mną. Ale są też noce. Noce, kiedy mimo leków sen nie przychodzi tak, jak powinien. Kiedy budzę się nad ranem i nie potrafię już zasnąć. Kiedy głowa przypomina sobie wszystko, o czym przez cały dzień próbowałam nie myśleć. Są noce, kiedy w ciemności wszystkie lęki wydają się większe. Kiedy wracają pytania bez odpowiedzi. Kiedy człowiek zastanawia się, czy jeszcze kiedyś będzie żył bez bólu, bez strachu, bez ciągłego analizowania wyników badań i kolejnych wizyt u lekarzy. Depresja jest podstępna. Nawet wtedy, gdy jest już lepiej, potrafi od czasu do czasu przypomnieć o sw...
Najnowsze posty

Nie wszystko przeżyję razem z nim

Są takie straty, których nie da się zmierzyć ani policzyć. Nie widać ich na zdjęciach. Nie zapisują się w wynikach badań. Nie pokazują ich żadne rezonanse ani tomografy. A jednak bolą. Czasem nawet bardziej niż sama choroba. Bo choroba nie zabrała mi tylko zdrowia. Zabrała mi też część codzienności. Takiej zwyczajnej, rodzinnej, która kiedyś wydawała się czymś oczywistym. Są miejsca, do których nie mogę pojechać. Są aktywności, których nie mogę wykonywać. Są wyjazdy, spacery, atrakcje i chwile, w których chciałabym uczestniczyć razem z moim dzieckiem, a wiem, że nie dam rady. I właśnie to boli mnie najbardziej. Nie to, że ja czegoś nie przeżyję. Ale że nie przeżyję tego razem z nim. Czasem słucham opowieści o czyichś rodzinnych wycieczkach, wspólnych przygodach, spontanicznych wyjazdach i czuję ukłucie żalu. Nie dlatego, że komuś zazdroszczę. Po prostu wiem, jak wiele rzeczy ominęło i jeszcze ominie mnie przez chorobę. Są chwile, kiedy bardzo chciałabym powiedzieć: "Jedziemy!...

Zmęczenie, którego nie da się odespać

Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że zmęczenie jest czymś prostym. Nie wyspałam się? To położę się wcześniej. Miałam ciężki dzień? Odpocznę w weekend. Pracowałam za dużo? Wezmę wolne i nabiorę sił. Dzisiaj wiem, że istnieje zupełnie inny rodzaj zmęczenia. Takie, którego nie da się odespać. Takie, które budzi się razem ze mną każdego ranka. Takie, które nie mija po drzemce, weekendzie ani nawet po kilku dniach odpoczynku. To zmęczenie, które przynoszą przewlekła choroba, ból i stan zapalny. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak ogromny wysiłek wykonuje organizm chorego człowieka. Kiedy w ciele nieustannie toczy się stan zapalny, organizm pracuje na zwiększonych obrotach przez całą dobę. Nie tylko wtedy, kiedy jesteśmy aktywni. Także wtedy, gdy siedzimy. Gdy leżymy. Nawet wtedy, gdy śpimy. To trochę tak, jakby przez całą dobę działał alarm, którego nie można wyłączyć. Do tego dochodzi przewlekły ból. Ludzie często myślą o bólu jak o chwilowym doświadczeniu. Zaboli, przejdzie i moż...

Są rzeczy, których nie da się zapomnieć

Jest jedna rzecz, której — wiem to już dziś — nie zapomnę do końca życia. Może miną kolejne miesiące, kolejne lata, może będę dalej brała leki, pracowała nad sobą, uczyła się spokoju… ale ten jeden obraz wraca do mnie z taką siłą, jakby wydarzył się wczoraj. Budzenie się po operacji. Otwieranie oczu w szpitalnej sali. I ta jedna, przerażająca sekunda, w której próbuję poruszyć nogą… i nic. Martwa cisza w ciele. Pustka zamiast ruchu. Chłód strachu, który nie mieści się w żadnej definicji. To wraca do mnie noc w noc, choć świat na zewnątrz śpi. Mimo leków przeciwdepresyjnych. Mimo tabletek nasennych. Mimo że tak bardzo chcę o tym zapomnieć. Śpię, a jednak budzę się w nerwach. Budzi mnie ten sam moment — ten pierwszy oddech po operacji, ta pierwsza próba poruszenia nogą, ta pierwsza myśl: „Nie czuję jej. Co teraz?” Co najgorsze… finał tego snu zawsze jest inny. Czasem kończy się dobrze, czasem tragicznie. Ale początek jest zawsze taki sam. Zawsze. Jakby mój umysł zapisał ten obraz najgłęb...

Ty jesteś chora? Przecież ładnie wyglądasz

To zdanie słyszałam już wiele razy. Zbyt wiele. „Ty jesteś chora? Przecież dobrze wyglądasz.” „Nie wyglądasz na osobę chorą.” „Gdybyś nic nie mówiła, nigdy bym nie pomyślała.” I za każdym razem nie wiem, czy mam się uśmiechnąć, czy rozpłakać. Bo ludzie bardzo często oceniają życie po okładce. Patrzą na twarz, ubranie, włosy, uśmiech. I jeśli nie widzą kul, wózka, opatrunków uznają, że wszystko jest w porządku. Że człowiek jest zdrowy. Sprawny. Normalnie funkcjonujący. A przecież choroba nie zawsze krzyczy. Czasem siedzi cicho pod skórą. Czasem ukrywa się w bólu, którego nie widać. W drętwieniu nóg. W zmęczeniu tak ogromnym, że człowiek nie ma siły podnieść głowy. W garści tabletek połkniętych przed wyjściem z domu tylko po to, żeby „jakoś wyglądać”. Ludzie nie widzą tego, ile kosztuje mnie zwykłe wyjście. Nie widzą, że zanim gdzieś pojadę, muszę wcześniej odpoczywać, brać leki, planować każdy ruch. Nie widzą, że czasem po kilku godzinach „normalnego funkcjonowania” wracam do domu i pła...

Nadzieja — ta cicha, potężna siła

Nadzieja ma w sobie coś, czego nie potrafię do końca nazwać. Coś pomiędzy światłem a szeptem. Pomiędzy tym, co racjonalne, a tym, co całkowicie intuicyjne. Niektórzy mówią, że to wręcz magiczna siła — taka, która pojawia się wtedy, kiedy wszystko inne zawodzi. I może mają rację. Bo w moim życiu nadzieja nieraz była właśnie tym: niespodziewanym drgnieniem, które podnosiło mnie wtedy, gdy sama nie wiedziałam, skąd znaleźć siłę. Jest ulotna. Znika szybko, czasem po jednym złym dniu, po jednym wyniku badań, po jednym bólu, który znów przychodzi nieproszony. A jednak… nie potrafi zniknąć na zawsze. Zawsze wraca. Czasem ledwie zauważalna, jak ledwie tląca się iskierka, a czasem jak jasny promień, który przecina najciemniejszy poranek. Bo nawet odrobina nadziei potrafi zmienić bardzo wiele. To ona sprawia, że wstaję, mimo że ciało mówi „nie dam rady”. To ona każe mi próbować znów, mimo poprzednich porażek. To ona przypomina mi, że teraz jest trudno, ale przecież nie zawsze tak będzie. To ona ...

Między bólem a oddechem

Czasami łatwo uwierzyć, że życie składa się głównie ze smutku. Z trudnych dni. Z cierpienia, które potrafi przyćmić wszystko inne. Ale prawda jest trochę inna. Bo gdzieś obok tego wszystkiego — naprawdę obok, nawet jeśli czasem trudno to zauważyć — jest też druga strona. Ta cicha. Ta dobra. Ta, która nie krzyczy, tylko po prostu jest. Jest tyle samo chwil spokojnych, co tych trudnych. Tyle samo momentów, w których można się uśmiechnąć — nawet jeśli to uśmiech zmęczony, trochę przez łzy. Dla mnie te chwile mają bardzo konkretne miejsce. Działka. To właśnie tutaj wszystko zwalnia. Tutaj czas przestaje mnie gonić. Tutaj mogę po prostu być. Uwielbiam ten czas. Nawet jeśli wracam ze spaceru po lesie zmęczona, obolała, czasem jeszcze bardziej świadoma swojego ciała niż zwykle — to w środku czuję coś zupełnie innego. Spokój. Taki prawdziwy. Cichy. Ukojenie, którego tak często brakuje w codzienności. To tutaj, wśród drzew, rozmów z bliskimi i zwykłych chwil, które niczego nie udają — odpoczywa...