Są momenty w życiu, kiedy czekanie jest najtrudniejsze. Niepewność potrafi zmęczyć bardziej niż najgorsza prawda. Miesiące badań. Kolejne wizyty. Nadzieja przeplatana strachem. I w końcu jest — odpowiedź. Wreszcie wszystkie wyniki ułożyły się w jedną całość. Wreszcie ktoś spojrzał na to wszystko i powiedział: „wiemy, z czym się mierzysz”. To dziwne uczucie. Z jednej strony ulga — bo to nie było „w mojej głowie”, bo ten ból, to zmęczenie, ta codzienna walka mają swoją przyczynę. Z drugiej strony strach — bo wiem, co to oznacza. To choroba, która powoli odbiera ruch. Która sprawia, że ciało zaczyna się zamykać w sobie. Stawy, które powinny dawać swobodę — zaczynają się zrastać. Krok po kroku. Dzień po dniu. Aż w końcu mogą przestać się poruszać. To choroba, która nie zatrzymuje się tylko na jednym miejscu. Może sięgnąć dalej — do płuc, do serca, do nerek, do oczu. Może zabrać nie tylko sprawność, ale i spokój. A jeśli zostanie bez leczenia… prowadzi do trwałego inwalidztwa, do życia w ci...
Minął właśnie rok. Rok od momentu, kiedy powstała „Siła codzienności”. Nie wiedziałam wtedy, dokąd mnie to zaprowadzi. Nie wiedziałam, czy ktokolwiek będzie chciał czytać moje słowa, czy ktoś odnajdzie w nich cząstkę siebie. To miało być trochę dla mnie… trochę, żeby poukładać myśli, wyrzucić z siebie to, co najtrudniejsze. A stało się czymś o wiele większym. Dzięki Wam. Dzięki Waszym historiom, które często były równie trudne, a czasem jeszcze trudniejsze niż moje. Dzięki Waszym wiadomościom, komentarzom, dobrym słowom — tym wszystkim małym gestom, które dla kogoś z zewnątrz mogą wydawać się drobiazgiem, a dla mnie były czymś, co trzymało mnie na powierzchni. To właśnie dzięki Wam udało mi się przetrwać najgorszy moment mojej choroby. Największe uderzenie depresji. Załamanie, które wydawało się nie do przejścia. I ten najtrudniejszy etap — brak pogodzenia się ze swoją niepełnosprawnością. Byliście wtedy. Czytaliście. Pisaliście. Czasem po prostu byliście w ciszy — ale nawet to miało o...