Przejdź do głównej zawartości

Między bólem a oddechem

Czasami łatwo uwierzyć, że życie składa się głównie ze smutku.
Z trudnych dni.
Z cierpienia, które potrafi przyćmić wszystko inne.

Ale prawda jest trochę inna.
Bo gdzieś obok tego wszystkiego — naprawdę obok, nawet jeśli czasem trudno to zauważyć — jest też druga strona.
Ta cicha.
Ta dobra.
Ta, która nie krzyczy, tylko po prostu jest.

Jest tyle samo chwil spokojnych, co tych trudnych.
Tyle samo momentów, w których można się uśmiechnąć — nawet jeśli to uśmiech zmęczony, trochę przez łzy.

Dla mnie te chwile mają bardzo konkretne miejsce.
Działka.

To właśnie tutaj wszystko zwalnia.
Tutaj czas przestaje mnie gonić.
Tutaj mogę po prostu być.

Uwielbiam ten czas.
Nawet jeśli wracam ze spaceru po lesie zmęczona, obolała, czasem jeszcze bardziej świadoma swojego ciała niż zwykle — to w środku czuję coś zupełnie innego.
Spokój.

Taki prawdziwy.
Cichy.
Ukojenie, którego tak często brakuje w codzienności.

To tutaj, wśród drzew, rozmów z bliskimi i zwykłych chwil, które niczego nie udają — odpoczywam najbardziej.
Nie tylko fizycznie.
Przede wszystkim psychicznie.

Ta majówka znowu jest właśnie taka.
Prosta.
Spokojna.
Potrzebna.

Łapię oddech.
Zbieram siły.
Trochę dla siebie.
Trochę na to wszystko, co przede mną — rehabilitacje, szpitale, leczenie.

I choć wiem, że trudne dni wrócą — bo zawsze wracają — to teraz jestem tu.
W miejscu, które przypomina mi, że życie to nie tylko walka.

Czasem to też cisza wśród drzew.
Ciepło obecności bliskich.
I chwile, które nie leczą ciała… ale ratują duszę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Małe radości, które trzymają mnie przy życiu

Nie trzeba wielkich rzeczy, żeby człowiek mógł poczuć, że jeszcze jest sens. Że jeszcze warto. Że mimo bólu, zmęczenia i wszystkiego, co próbuje mnie przygiąć do ziemi – nadal stoję. Czasem chwiejnie, ale stoję. I oddycham. To właśnie te małe radości ratują mnie w trudnych chwilach. Takie, które dla kogoś mogą być niczym, a dla mnie są wszystkim. Mój pies – jego łapy stukające o podłogę, kiedy rano biegnie do mnie z ogonem jak wiatrak. Gdy kładzie mi głowę na kolanach w chwili, kiedy tego najbardziej potrzebuję, choć nawet nie powiedziałam ani słowa. On wie. Po prostu wie. Kubek dobrej kawy wypity w ciszy. Bez pośpiechu. Czasem na balkonie, czasem przy oknie, patrząc, jak słońce leniwie przebija się przez chmury. Albo jak deszcz spływa po szybie. I nagle w tej prostocie jest spokój, którego nie potrafią dać nawet najmądrzejsze słowa. Syn, kiedy przychodzi porozmawiać – bez powodu, ot tak. Albo kiedy śmiejemy się z czegoś głupiego, co tylko my rozumiemy. Kiedy spędzamy czas razem. To są...

Armia Aniołów

Ta choroba nauczyła mnie zrozumienia. Nie tylko bólu, który odbiera siły i zmienia codzienność, ale przede wszystkim zrozumienia drugiego człowieka. Zrozumienia, jak kruche potrafi być życie i jak wielką moc ma obecność kogoś, kto po prostu jest. Zrozumiałam, że wiele w naszym życiu zależy od ludzi, którymi się otaczamy. Od tego, czy w trudnej chwili ktoś poda rękę, napisze kilka ciepłych słów, czy po prostu zapyta: „Jak się czujesz?” — i naprawdę poczeka na odpowiedź. Zrozumiałam, że dobra energia, bliskość i szczerość potrafią uleczyć więcej niż niejeden lek. Że jedna rozmowa potrafi uciszyć ból, a jedno spojrzenie może dać siłę, której już w sobie nie widzieliśmy. Wielokrotnie przekonałam się, jak ważne są relacje — te prawdziwe, pielęgnowane, oparte na wzajemnym szacunku i trosce. Że czasem jedna osoba, pojawiając się niespodziewanie, potrafi zmienić całe nasze spojrzenie na świat. I że nie zawsze są to ci, których się spodziewaliśmy. Czasem to zupełnie inni ludzie — cisi, ale obec...

Koniec wakacji – radość i strach w jednym

Wakacje dobiegają końca. Dla wielu dzieci to czas ekscytacji, dla rodziców – często ulga, że wraca codzienna rutyna. A ja? Ja mam w sobie mieszankę dwóch skrajnych uczuć. Z jednej strony cieszę się, że mój syn wraca do szkoły. Widzę, jak bardzo go to cieszy, jak odnajduje się w tym, co robi. To nie jest tylko obowiązek – to jego pasja. On naprawdę lubi się uczyć tego, co wybrał. I kiedy patrzę na niego, wiem, że jest we właściwym miejscu, że robi coś, co go napędza i daje mu radość. Ale z drugiej strony… jestem trochę przerażona. Bo kiedy on będzie w szkole, ja zostanę sama w domu. I choć zawsze jakoś sobie radzę, to brak jego obecności odczuję bardzo mocno. On jest dla mnie ogromnym wsparciem, taką moją opoką. Wiem, że mogę na niego liczyć w każdej chwili. Czasem odpowie „zaraz” albo „teraz mam ważne”, ale koniec końców zawsze robi to, o co go poproszę. Ciężko będzie mi się przyzwyczaić do tej ciszy, do tego, że nie ma go tu obok. Do tego, że nie mogę w każdej chwili poprosić o pomoc ...