To zdanie słyszałam już wiele razy.
Zbyt wiele.
„Ty jesteś chora? Przecież dobrze wyglądasz.”
„Nie wyglądasz na osobę chorą.”
„Gdybyś nic nie mówiła, nigdy bym nie pomyślała.”
I za każdym razem nie wiem, czy mam się uśmiechnąć, czy rozpłakać.
Bo ludzie bardzo często oceniają życie po okładce.
Patrzą na twarz, ubranie, włosy, uśmiech.
I jeśli nie widzą kul, wózka, opatrunków uznają, że wszystko jest w porządku. Że człowiek jest zdrowy. Sprawny. Normalnie funkcjonujący.
A przecież choroba nie zawsze krzyczy.
Czasem siedzi cicho pod skórą.
Czasem ukrywa się w bólu, którego nie widać.
W drętwieniu nóg.
W zmęczeniu tak ogromnym, że człowiek nie ma siły podnieść głowy.
W garści tabletek połkniętych przed wyjściem z domu tylko po to, żeby „jakoś wyglądać”.
Ludzie nie widzą tego, ile kosztuje mnie zwykłe wyjście.
Nie widzą, że zanim gdzieś pojadę, muszę wcześniej odpoczywać, brać leki, planować każdy ruch.
Nie widzą, że czasem po kilku godzinach „normalnego funkcjonowania” wracam do domu i płaczę z bólu oraz wyczerpania.
Widzą tylko efekt końcowy.
Twarz.
Uśmiech.
Pozory.
A ja nauczyłam się przez te wszystkie miesiące jednego:
najbardziej bolą właśnie choroby niewidzialne.
Bo oprócz walki z samą chorobą trzeba jeszcze nieustannie mierzyć się z niezrozumieniem.
Z tym spojrzeniem pełnym niedowierzania.
Z tym cichym ocenianiem.
Z tym przekonaniem, że młody człowiek „nie może być aż tak chory”.
Może.
Choroba nie sprawdza metryki.
Nie pyta o wiek, plany, marzenia ani wygląd.
Nie interesuje jej, czy ktoś ma dwadzieścia, trzydzieści czy siedemdziesiąt lat.
Po prostu przychodzi — i zmienia wszystko.
Czasem mam wrażenie, że ludzie łatwiej uwierzyliby w mój ból, gdybym wyglądała gorzej. Gdyby choroba była bardziej „widoczna”.
Ale przecież cierpienie nie musi oszpecać twarzy, żeby było prawdziwe.
Można wyglądać ładnie i jednocześnie codziennie walczyć o przetrwanie.
Można się uśmiechać i jednocześnie cierpieć.
Można mieć zadbane włosy i jednocześnie budzić się każdej nocy z bólu.
I może właśnie dlatego warto pamiętać, że człowiek to coś więcej niż to, co widać na pierwszy rzut oka.
Bo najcięższe bitwy bardzo często toczą się tam, gdzie nikt ich nie dostrzega.
Komentarze
Prześlij komentarz