Październik znów zrobił się różowy.
Różowe wstążki, przypomnienia, historie kobiet, które walczą z rakiem piersi. I choć co roku słyszymy o tym samym, dla mnie ten temat nigdy nie jest tylko kolejną kampanią.
Jest bardzo osobisty.
Kilka lat temu również ja usłyszałam wiadomość, która spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.
Guz.
Jedno słowo, a w głowie nagle pojawia się tysiąc pytań.
Czy to rak?
Co będzie dalej?
Czy czeka mnie operacja? Leczenie?
Czy moje życie za chwilę się zmieni?
Na szczęście w moim przypadku guz okazał się łagodny. Nie potrzebowałam ani operacji, ani leczenia.
Ale strachu, który wtedy poczułam, nie zapomina się tak łatwo.
Dlatego dzisiaj, kiedy widzę różową wstążkę, myślę nie tylko o kobietach, które zachorowały. Myślę o tych, które właśnie czekają na wyniki. O tych, które każdego dnia próbują oswoić strach. O ich rodzinach, które często boją się razem z nimi.
I myślę o sobie.
O tym, jak często potrafimy zadbać o wszystkich wokół, a siebie odkładamy na później.
Bo przecież zawsze jest coś ważniejszego.
Dom.
Dzieci.
Praca.
Codzienność.
A my gdzieś pomiędzy tym wszystkim.
Dlatego Różowy Październik jest dla mnie przede wszystkim przypomnieniem, żeby czasem zatrzymać się i pomyśleć również o sobie. Szczególnie jeśli jesteśmy w grupie ryzyka i powinnyśmy bardziej o siebie zadbać.
Nie ze strachu.
Z miłości do siebie.
15 października przypada Europejski Dzień Walki z Rakiem Piersi.
I chciałabym, żeby za tą różową wstążką nie kryła się tylko kolejna kampania.
Niech kryje się pamięć o tych, które walczą.
Wdzięczność za te, które wygrały.
Pamięć o tych, których już z nami nie ma.
I cicha obietnica składana samej sobie:
Nie będę odkładać siebie na później.
Bo życie potrafi zmienić się w jednej chwili.
Wiem o tym aż za dobrze.
Dlatego dbajmy o siebie.
Nie wtedy, kiedy zaczniemy się bać.
Tylko wtedy, kiedy jeszcze możemy spokojnie powiedzieć:
„Mam przed sobą całe życie.” 🎀
Komentarze
Prześlij komentarz