Przewlekły ból potrafi zmienić człowieka. I nie chodzi tylko o ciało, które z każdym kolejnym dniem coraz bardziej odczuwa jego obecność. Najtrudniejsze są czasami te zmiany, których nie widać. Te, które powoli zachodzą gdzieś w środku, odbierając nam kawałek siebie.
Kiedy ból trwa kilka dni, człowiek ma nadzieję, że zaraz minie. Kiedy trwa kilka tygodni, zaczyna się niecierpliwić. Ale kiedy towarzyszy nam przez miesiące, a później lata, przestaje być tylko dolegliwością. Staje się częścią codzienności. Wpływa na nasze myśli, decyzje, plany, relacje i sposób patrzenia na świat.
Jedną z najgorszych zmian jest chyba to, że powoli przestajemy odczuwać radość życia.
Kiedyś cieszyły nas drobiazgi. Spotkanie z bliskimi, wyjście z domu, spontaniczny wyjazd, zaplanowany weekend, zwyczajny dzień bez żadnych obowiązków. Potrafiliśmy czekać na coś z ekscytacją, snuć plany i cieszyć się na samą myśl o tym, co przed nami.
Dziś nawet rzeczy, które kiedyś sprawiłyby nam ogromną radość, potrafią przejść zupełnie bez echa. Ktoś opowiada o czymś miłym, zaprasza nas, proponuje wspólny wyjazd, a my zamiast entuzjazmu czujemy obojętność. Nie dlatego, że przestaliśmy doceniać ludzi czy piękne chwile. Po prostu gdzieś po drodze zgubiliśmy zdolność cieszenia się nimi tak jak dawniej.
Bo trudno z radością planować jutro, kiedy nie wiadomo, jak będzie wyglądał dzisiejszy dzień. Trudno cieszyć się z nadchodzących wydarzeń, kiedy pierwszą myślą jest to, czy ból pozwoli w nich uczestniczyć. Zamiast spontaniczności pojawia się kalkulowanie, zamiast ekscytacji - niepewność, a zamiast beztroski - ciągłe myślenie o własnych ograniczeniach.
I chyba właśnie to boli najbardziej. Nie tylko sam ból, ale świadomość, że zmienił nas w sposób, którego nigdy byśmy nie chcieli.
Czasami tęsknię za sobą sprzed lat. Za tą wersją mnie, która potrafiła cieszyć się bez zastanawiania, planować bez obaw i z niecierpliwością wyczekiwać zwyczajnych rzeczy. Tęsknię za lekkością, której wtedy nawet nie doceniałam, bo wydawała mi się czymś zupełnie naturalnym.
Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że nic już nie ma dla mnie znaczenia. Są ludzie, chwile i drobiazgi, które wciąż są ważne. Tylko czasami trudno poczuć ich radość tak mocno, jak kiedyś. Jakby ból zajmował w człowieku tyle miejsca, że na inne emocje zostawało go coraz mniej.
I nie jest łatwo o tym mówić. Bo z zewnątrz nadal można się uśmiechać, rozmawiać, żartować i funkcjonować. Można nawet sprawiać wrażenie osoby, która całkiem dobrze sobie radzi. Tyle że nikt nie widzi, jak wiele rzeczy przestało cieszyć i jak bardzo tęsknimy za własnym dawnym życiem.
Przewlekły ból nie zabiera nam wyłącznie sprawności. Czasami odbiera również radość z życia, zanim zdążymy zauważyć, jak bardzo się zmieniliśmy.
I chyba najbardziej chciałabym odzyskać właśnie to. Nie idealne życie, nie dni pozbawione problemów, nie wielkie szczęście. Chciałabym znów umieć cieszyć się zwyczajnym dniem. Czekać na coś z radością, śmiać się bez wysiłku, planować bez strachu i poczuć, że życie to coś więcej niż próba przetrwania kolejnego dnia.
Bo przecież ja też chcę jeszcze czuć, że żyję. Nie tylko istnieć pomiędzy jednym bólem a drugim.
I chyba właśnie za tym tęsknię najbardziej, za sobą, która potrafiła cieszyć się życiem, nie zastanawiając się, ile ją to będzie kosztowało.
Komentarze
Prześlij komentarz