Często słyszę, że choroba „zmienia życie”. Że „uczy pokory”. Że „przewartościowuje”. I za każdym razem mam w sobie cichy sprzeciw. Bo ciężka choroba nie zmienia życia. Ona je rozrywa. W jednej chwili burzy wszystko, co było poukładane, znane, bezpieczne. Zostawia człowieka na gruzach codzienności, z pytaniem: co teraz? – i bez żadnej instrukcji, jak żyć dalej. Jeszcze wczoraj było „normalnie”. Plany, obowiązki, praca, przyszłość. Dni wypełnione do granic możliwości. Myśl, że jutro będzie bardzo podobne do dziś. A potem przychodzi diagnoza. Albo objawy, których nie da się już zignorować. Albo moment, w którym ciało mówi „dość” – i już nie da się udawać, że to tylko gorszy dzień. I nagle wszystko się kończy. Nie powoli. Nie stopniowo. Tylko od razu. Ciężka choroba nie pyta o gotowość. Nie daje czasu na pożegnanie starego życia. Zabiera samodzielność, poczucie kontroli, plany na przyszłość. Zostawia strach, ból i niepewność. Zostawia codzienność, która wygląda zupełnie inaczej niż ta, o k...
„Najdroższą walutą tego świata jest czas. Czas, którego nie można kupić, odzyskać, ani cofnąć. Można go za to właściwie wykorzystać i dobrze zainwestować.” (autor nieznany) Ten cytat zatrzymał mnie na dłużej. Może dlatego, że dziś czas ma dla mnie zupełnie inną wartość niż kiedyś. Kiedyś wydawało mi się, że jest go nieskończenie wiele. Że zdążę. Że jeszcze przyjdzie moment. Że teraz nie, ale kiedyś na pewno. Dziś wiem, jak bardzo się myliłam. Czas jest czymś, czego nikt nam nie odda. Nie da się go odłożyć na później, nie da się go „przeżyć jeszcze raz”, nie da się go cofnąć nawet wtedy, gdy bardzo byśmy chcieli. Każda minuta mija bezpowrotnie, niezależnie od tego, czy była dobra, trudna, czy całkiem zwyczajna. Choroba nauczyła mnie jednej bardzo bolesnej, ale też bardzo ważnej rzeczy – że czas nie zawsze mierzy się ilością dni, ale jakością chwil. Że nie zawsze chodzi o to, ile zrobimy, ale z kim i jak ten czas spędzimy. Że czasem najlepszą inwestycją nie jest praca, plany ani ambicje,...