Choroba to nie tylko ból ciała. To lekcja… czasem brutalna, czasem zaskakująco ciepła. W moim życiu pokazała mi ludzi w zupełnie innym świetle – zarówno tych, od których spodziewałam się wsparcia, a zamiast niego dostałam ciszę, jak i tych, którzy pojawili się nagle, jakby niepostrzeżenie, a zostawili ogromne dobro.
Choroba nauczyła mnie, że:
nie każdy, kto mówi „jestem przy Tobie”, zostanie, gdy naprawdę upadniesz;
milczenie bywa głośniejsze niż najostrzejsze słowa;
ktoś, kto wydawał się zawsze zabiegany i niedostępny – potrafi zadzwonić tylko po to, żeby zapytać: „Jak się dziś czujesz?”;
wsparcie nie zawsze przychodzi z kierunku, z którego się go oczekuje;
empatia ma różne twarze: czasem to lekarz, który spojrzy jak na człowieka, nie przypadek kliniczny; czasem obca osoba z internetu, która powie „rozumiem” albo "mam tak samo".
Były rozczarowania – bolesne, ostre jak nóż. Ale były też ciche cuda – uśmiechy, gesty, słowa, które trzymały mnie, gdy sama już nie dawałam rady.
Dzięki chorobie nauczyłam się dostrzegać ludzi nie przez to, co mówią – ale przez to, co robią. Nauczyłam się, że nawet wtedy, gdy jedni odchodzą, inni potrafią stanąć przy Tobie tak mocno, że czujesz się mniej samotna… choć wcale o to nie prosiłaś.
Komentarze
Prześlij komentarz