Przejdź do głównej zawartości

Remont z przymusu

Nie każdy remont zaczyna się od marzeń.
Nie zawsze chodzi o nową aranżację, modne kafelki czy potrzebę odświeżenia przestrzeni.
Czasem do remontu zmusza nas życie.
Zdrowie.
A właściwie jego brak.

Tak było i u mnie.

Mieliśmy łazienkę, którą kiedyś można było nazwać luksusową.
Prysznic marzenie — wysoki brodzik z siedziskiem, hydromasaże, pełen pakiet domowego relaksu.
Taki, który ogląda się w katalogach i myśli: „kiedyś po ciężkim dniu pracy…”.

Tylko że ten „super prysznic” jest super wyłącznie dla ludzi zdrowych.

Kiedy choruje narząd ruchu, przychodzi moment, w którym coś, co miało być przyjemnością, staje się męczarnią.
Bo nie zawsze da się do niego wejść.
Bo wyjście bywa jeszcze trudniejsze.
Bo są dni, kiedy ciało mówi jasno: „nie dam rady”.

Były takie dni, kiedy się nie kąpałam.
Nie dlatego, że nie chciałam.
Ale dlatego, że wiedziałam, że nie wejdę.
A jeszcze bardziej — że mogę nie wyjść.

I nie oszukujmy się — proszenie o pomoc przy tak intymnych czynnościach, zwłaszcza kiedy jest się młodym, boli bardziej niż kręgosłup.
Jest upokarzające.
Rozdzierające.
Odbierające resztki poczucia samodzielności.

Dziś moja łazienka wygląda inaczej.
Jest niski brodzik.
Zamiast hydromasaży — uchwyty, których można się złapać, kiedy zabraknie sił.
Przy toalecie również pojawił się uchwyt.

Funkcjonalnie — bezpiecznie.
Rozsądnie.
Zdroworozsądkowo.

Emocjonalnie… różnie.

Czasem patrzę na tę łazienkę i mam wrażenie, że to już nie dom młodej osoby, tylko przestrzeń kogoś starszego.
I bywa mi przykro.
Bo to kolejny dowód na moje ograniczenia.
Na niesprawność, której nie planowałam.
Na życie, które skręciło w inną stronę, niż miało.

Ale wiem jedno.
Ten remont nie był fanaberią.
Nie był wyborem estetycznym.
Był wyborem między godnością a bezpieczeństwem.

I choć momentami boli mnie to bardziej psychicznie niż fizycznie,
wiem, że zrobiłam to dla siebie.
Dla zdrowia.
Dla komfortu.
Dla spokoju.

Bo czasem prawdziwa siła nie polega na tym, że się nie poddajemy.
Tylko na tym, że potrafimy dostosować świat do swoich możliwości —
nawet jeśli bardzo nie chcemy widzieć, jak bardzo musimy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tęsknota za codziennością, która dawała siłę

 Są tacy, którzy mówią: „Nie lubię swojej pracy, robię to tylko dla pieniędzy”. Ja zawsze miałam inaczej. Praca była dla mnie czymś więcej – nie tylko obowiązkiem, ale miejscem, gdzie czułam się potrzebna, skupiona, żywa. Była moją odskocznią od domowych problemów, codziennych trosk i niepokoju. Gdy przekraczałam próg, wszystko zostawało za drzwiami – nie było już miejsca na zamartwianie się, na rozkładanie życia na czynniki pierwsze. Liczyło się tylko to, co tu i teraz. Praca wymagała ode mnie pełnej koncentracji, zaangażowania i odpowiedzialności. I dawała mi za to coś bardzo cennego – poczucie sensu, rytm, strukturę dnia. Od dłuższego czasu nie mogę jednak do niej wrócić. Choroba wywróciła moje życie do góry nogami. Ciało przestało współpracować, a ja musiałam się zatrzymać. I choć minęło już sporo czasu, tęsknota nie mija. Brakuje mi tej codziennej rutyny, porannych przygotowań, znajomych twarzy, odpowiedzialności – wszystkiego, co tworzyło moją „pracową rzeczywistość”. Bardzo ...

Co zrobić, kiedy jesteś już na samym końcu… wszystkiego

Są takie dni, kiedy nie chodzi już o złe samopoczucie. Ani o gorszy humor, ani o to, że boli. Chodzi o to coś głębiej, co pęka w człowieku bez dźwięku. Kiedy wstajesz rano i wiesz, że to będzie kolejny dzień z serii „nie dam rady”. Kiedy czujesz, że jesteś na końcu. Na końcu cierpliwości. Na końcu wytrzymywania. Na końcu sił, myśli, nadziei. I wszystko w środku mówi ci, że z tego końca to już się nie wraca. --- Wiesz, ile razy ja tam byłam? Nie w odwiedzinach. Nie na chwilę. Z walizką. Z rezygnacją. Z sercem, które miało już dość. Nie miałam ochoty słuchać, że „będzie lepiej”, „czas leczy”, „trzeba być silnym”. Bo wtedy nie chcesz być silny. Chcesz zniknąć. Albo po prostu przestać czuć. --- Ale coś ci powiem – może to jedyna rzecz, jaką warto wtedy usłyszeć: „Koniec” to bardzo dziwne miejsce. Bo to właśnie tam można się zatrzymać na tyle, żeby usłyszeć siebie. Nie świat, nie ludzi, nie oczekiwania – ale ten szept z głębi ciebie, który mówi: „Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale jeszcze sp...

Nie taka miała być dorosłość – i co z tego?

Miała być stabilna praca, zdrowie, mieszkanie z katalogu. Dziecko, pies i wspólne wymarzone wakacje. Miał być spokój. Przewidywalność. Początek codzienności, która daje poczucie bezpieczeństwa. A potem dorosłość przyszła i pokazała środkowy palec wszystkim tym planom. Bo zamiast harmonii – przyszły kryzysy. Choroby. Czekanie w kolejce do lekarza. Czekanie na wiadomość, która nie przychodzi. Utraty, których nie da się wymazać. Dni, kiedy nie wiadomo, po co w ogóle wstać z łóżka. I wieczory, kiedy pęka się w środku, ale trzeba się uśmiechnąć, bo ktoś coś od nas chce. Ale wiesz co? Mimo wszystko – jestem tutaj. I jestem bardziej sobą niż kiedykolwiek wcześniej. --- Kiedyś myślałam, że „poukładane życie” to cel. Dziś wiem, że to raczej stan tymczasowy, który może się zmienić w każdej chwili. Niezależnie od tego, jak bardzo się starasz. Można być dobrym człowiekiem, mieć plany, marzenia – i i tak dostać w kość. Czasem bez powodu. Ale w tym chaosie nauczyłam się czegoś, czego nikt mi nie pow...