Są zdania, które człowiek wypowiada szeptem, jakby jeszcze trochę liczył, że gdy powie je ciszej, to staną się mniej prawdziwe.
Dla mnie takim zdaniem jest:
„Jestem niespełna czterdziestoletnią rencistką.”
Do dziś, kiedy je słyszę — a jeszcze bardziej, kiedy sama je wypowiadam — coś we mnie drga. Jakby to dotyczyło kogoś innego. Jakby to była historia obok, nie moja własna. Bo przecież nikt nie przygotowuje się na to, że w takim wieku będzie mieć „rentę”, zamiast „etat”, „leczenie”, zamiast „plany”, „wizyty u specjalistów”, zamiast „terminów w kalendarzu”.
Dziwi to ludzi. Widzę to w ich oczach.
Ale prawda jest taka, że mnie samą dziwi jeszcze bardziej.
Czasem mam wrażenie, że moje życie zostało gwałtownie przecięte na dwie części:
tę sprzed choroby — pełną obowiązków, pracy, aktywności, i tę po chorobie — pełną niepewności, ograniczeń i słowa, które wciąż nie chce się dobrze ułożyć w ustach: renta.
To brzmi tak obco, tak paradoksalnie, tak… niesprawiedliwie.
Bo przecież ja mam dopiero trzydzieści parę lat.
Jeszcze niedawno mierzyłam uniform, robiłam plany, ustawiałam budzik.
A teraz liczę dawki leków, dobre dni i momenty, kiedy ciało pozwala na trochę więcej.
I najbardziej bolesne jest właśnie to zdziwienie — moje własne.
Bo mimo tylu miesięcy leczenia, bólu i walki, wciąż nie dociera do mnie, że to naprawdę moje życie, mój etap, moja rzeczywistość.
Jakby umysł stał krok za ciałem i jeszcze nie nadrobił tej drogi.
Ale w tym wszystkim jest też coś symbolicznego.
Jakby los zmusił mnie do zatrzymania się, do spojrzenia głębiej, do zobaczenia własnej kruchości i do docenienia każdego dnia, w którym mogę zrobić odrobinę więcej niż wczoraj.
Może to właśnie jest ta lekcja — że nawet jeśli moje życie wygląda inaczej niż powinno, to nadal jest moje. Nadal jest warte przeżycia, mimo że ma inną formę, inne tempo, inną definicję „normalności”.
Niespełna czterdziestoletnia rencistka…
Brzmi dziwnie. Ciężko. Obco.
Ale może kiedyś przestanie.
Może któregoś dnia poczuję, że to nie etykieta, tylko etap.
Że to nie koniec, tylko inny początek.
A póki co uczę się go oswajać — spokojnie, powoli, z nadzieją, że ten rozdział też może być wartościowy, nawet jeśli nie był częścią planu.
Komentarze
Prześlij komentarz