Przejdź do głównej zawartości

Czas to najcenniejszy skarb, który mamy

Kiedyś wydawało mi się, że czasu mam mnóstwo.

Zawsze było „później”.
Później zadzwonię.
Później odpocznę.
Później pojedziemy.
Później zrobię coś tylko dla siebie.

Życie jakoś zawsze miało poczekać.

Dziś patrzę na czas zupełnie inaczej.

Choroba nauczyła mnie, że czas nie pyta, czy jesteśmy gotowi. Nie zatrzymuje się wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebujemy. Płynie – niezależnie od tego, czy mamy siłę za nim nadążyć.

I chyba właśnie dlatego tak bardzo zaczęłam doceniać te małe chwile.

Spokojną kawę wypitą bez pośpiechu. Rozmowę z kimś bliskim. Słońce wpadające przez okno. Śmiech. Spacer, nawet jeśli jest krótki. Zwyczajny dzień, w którym nic złego się nie wydarzyło.

Kiedyś mogłam uznać takie chwile za nic szczególnego.

Dziś wiem, że właśnie z takich „nic” składa się życie.

Czasami tęsknię za czasem, który już minął. Za sobą sprzed choroby. Za możliwościami, które kiedyś wydawały mi się oczywiste. Za dniami, których wtedy nie umiałam docenić.

Ale wiem też, że nie mogę żyć wyłącznie tym, co było.

Bo przede mną wciąż jest dzisiaj.

Może inne niż kiedyś. Może trudniejsze. Może pełne ograniczeń, których nigdy nie chciałam.

Ale nadal moje.

I coraz częściej myślę, że nie chodzi o to, żeby mieć dużo czasu.

Chodzi o to, żeby nie przegapić tego, który właśnie mamy.

Nie odkładać ważnych rozmów. Nie czekać z „kocham Cię”. Nie przekładać wszystkich marzeń na bliżej nieokreślone „kiedyś”.

Bo „kiedyś” nie zawsze przychodzi.

A czas?

Czas jest bezcenny właśnie dlatego, że nie można go odzyskać.

Dlatego dzisiaj chcę bardziej uważać na swoje małe chwile. Nawet jeśli nie mogę zrobić wszystkiego, co kiedyś. Nawet jeśli mój świat stał się mniejszy.

Chcę nauczyć się zauważać to, co w nim jeszcze piękne.

Bo może szczęście nie zawsze polega na tym, że mamy całe życie przed sobą.

Czasami polega na tym, że potrafimy spojrzeć na ten jeden dzień i powiedzieć:

„Dobrze, że go mam.”

I może właśnie to jest największą lekcją czasu.

Nie liczyć tylko lat.

Liczyć chwile, które naprawdę były nasze.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Małe radości, które trzymają mnie przy życiu

Nie trzeba wielkich rzeczy, żeby człowiek mógł poczuć, że jeszcze jest sens. Że jeszcze warto. Że mimo bólu, zmęczenia i wszystkiego, co próbuje mnie przygiąć do ziemi – nadal stoję. Czasem chwiejnie, ale stoję. I oddycham. To właśnie te małe radości ratują mnie w trudnych chwilach. Takie, które dla kogoś mogą być niczym, a dla mnie są wszystkim. Mój pies – jego łapy stukające o podłogę, kiedy rano biegnie do mnie z ogonem jak wiatrak. Gdy kładzie mi głowę na kolanach w chwili, kiedy tego najbardziej potrzebuję, choć nawet nie powiedziałam ani słowa. On wie. Po prostu wie. Kubek dobrej kawy wypity w ciszy. Bez pośpiechu. Czasem na balkonie, czasem przy oknie, patrząc, jak słońce leniwie przebija się przez chmury. Albo jak deszcz spływa po szybie. I nagle w tej prostocie jest spokój, którego nie potrafią dać nawet najmądrzejsze słowa. Syn, kiedy przychodzi porozmawiać – bez powodu, ot tak. Albo kiedy śmiejemy się z czegoś głupiego, co tylko my rozumiemy. Kiedy spędzamy czas razem. To są...

Koniec wakacji – radość i strach w jednym

Wakacje dobiegają końca. Dla wielu dzieci to czas ekscytacji, dla rodziców – często ulga, że wraca codzienna rutyna. A ja? Ja mam w sobie mieszankę dwóch skrajnych uczuć. Z jednej strony cieszę się, że mój syn wraca do szkoły. Widzę, jak bardzo go to cieszy, jak odnajduje się w tym, co robi. To nie jest tylko obowiązek – to jego pasja. On naprawdę lubi się uczyć tego, co wybrał. I kiedy patrzę na niego, wiem, że jest we właściwym miejscu, że robi coś, co go napędza i daje mu radość. Ale z drugiej strony… jestem trochę przerażona. Bo kiedy on będzie w szkole, ja zostanę sama w domu. I choć zawsze jakoś sobie radzę, to brak jego obecności odczuję bardzo mocno. On jest dla mnie ogromnym wsparciem, taką moją opoką. Wiem, że mogę na niego liczyć w każdej chwili. Czasem odpowie „zaraz” albo „teraz mam ważne”, ale koniec końców zawsze robi to, o co go poproszę. Ciężko będzie mi się przyzwyczaić do tej ciszy, do tego, że nie ma go tu obok. Do tego, że nie mogę w każdej chwili poprosić o pomoc ...

Armia Aniołów

Ta choroba nauczyła mnie zrozumienia. Nie tylko bólu, który odbiera siły i zmienia codzienność, ale przede wszystkim zrozumienia drugiego człowieka. Zrozumienia, jak kruche potrafi być życie i jak wielką moc ma obecność kogoś, kto po prostu jest. Zrozumiałam, że wiele w naszym życiu zależy od ludzi, którymi się otaczamy. Od tego, czy w trudnej chwili ktoś poda rękę, napisze kilka ciepłych słów, czy po prostu zapyta: „Jak się czujesz?” — i naprawdę poczeka na odpowiedź. Zrozumiałam, że dobra energia, bliskość i szczerość potrafią uleczyć więcej niż niejeden lek. Że jedna rozmowa potrafi uciszyć ból, a jedno spojrzenie może dać siłę, której już w sobie nie widzieliśmy. Wielokrotnie przekonałam się, jak ważne są relacje — te prawdziwe, pielęgnowane, oparte na wzajemnym szacunku i trosce. Że czasem jedna osoba, pojawiając się niespodziewanie, potrafi zmienić całe nasze spojrzenie na świat. I że nie zawsze są to ci, których się spodziewaliśmy. Czasem to zupełnie inni ludzie — cisi, ale obec...