Kiedyś wszystko działo się szybko.
Praca, obowiązki, plany, wyjazdy.
Dzień był za krótki na to, co chciałam zrobić.
Dzisiaj bywa zupełnie odwrotnie.
Są dni, kiedy moim największym osiągnięciem jest to, że wstałam z łóżka, ubrałam się i przygotowałam obiad.
Kiedy uda mi się jeszcze popracować przez jakiś czas przy komputerze albo pomóc uczniom, mam poczucie, że był to naprawdę dobry dzień.
Jeszcze kilka miesięcy temu miałabym wyrzuty sumienia.
Powiedziałabym sobie, że zrobiłam za mało.
Że inni w tym czasie zdążyli pojechać do pracy, zrobić zakupy, odebrać dzieci, spotkać się ze znajomymi, poćwiczyć i jeszcze zaplanować wakacje.
A ja?
Ja cieszę się z rzeczy, które dla zdrowego człowieka są zupełnie zwyczajne.
I długo było mi z tym bardzo trudno.
Porównywałam się.
Patrzyłam na życie innych i zastanawiałam się, dlaczego ja nie potrafię już tak funkcjonować.
Dlaczego moje ciało tak szybko mówi: „dość”.
Dlaczego po jednej aktywności muszę odpoczywać, podczas gdy inni dopiero się rozkręcają.
Dzisiaj coraz częściej dochodzę do wniosku, że to porównywanie nie ma żadnego sensu.
Bo każdy z nas niesie inny bagaż.
Nie każdy budzi się z przewlekłym bólem.
Nie każdy każdego dnia walczy ze zmęczeniem, stanem zapalnym, skutkami choroby i leków.
Nie każdy musi planować dzień tak, żeby wystarczyło sił do wieczora.
Moje tempo jest inne.
Wolniejsze.
Ostrożniejsze.
Czasem irytująco powolne.
Ale to nie znaczy, że stoję w miejscu.
Bo każdy dzień, w którym mimo bólu próbuję żyć, jest krokiem do przodu.
Każdy wpis, który napiszę.
Każdy uczeń, któremu pomogę.
Każda chwila spędzona z rodziną.
Każde nowe marzenie, które odważę się mieć.
To wszystko są moje małe zwycięstwa.
Kiedyś myślałam, że iść do przodu oznacza biec.
Dzisiaj wiem, że czasem największą odwagą jest po prostu nie zawrócić.
Iść swoim tempem.
Nie takim, jakie narzuca świat.
Nie takim, jakie mają inni.
Tylko takim, na jakie pozwala moje ciało.
Bo przecież nie chodzi o to, kto dotrze pierwszy.
Najważniejsze jest to, żeby się nie zatrzymać.
Dlatego przestałam zazdrościć ludziom ich tempa.
Zaczęłam doceniać swoje.
Może robię mniej.
Może potrzebuję więcej przerw.
Może moje życie nie wygląda już tak, jak kiedyś.
Ale każdego dnia, na miarę swoich sił, idę do przodu.
I myślę, że właśnie na tym polega prawdziwa siła.
Nie na szybkości.
Tylko na wytrwałości.
Bo czasem jeden mały krok wykonany mimo bólu znaczy więcej niż sto kroków zrobionych bez żadnego wysiłku.
Komentarze
Prześlij komentarz