Przejdź do głównej zawartości

Nie mam siły być taka jak dawniej. Ale mam siłę być sobą teraz

Przez bardzo długi czas żyłam nadzieją, że kiedyś wszystko wróci do tego, co było.

Że jeszcze będę tą samą kobietą.

Tą, która rano zakładała mundur i szła do pracy z uśmiechem.

Która mogła spontanicznie wyjechać, zaplanować weekend, zrobić zakupy, posprzątać cały dom i jeszcze wieczorem mieć siłę na wspólny spacer.

Bardzo długo tęskniłam za tamtą sobą.

I chyba jeszcze trochę tęsknię.

Bo trudno nie tęsknić za życiem, które się kochało.

Z czasem jednak zrozumiałam coś, co nie przyszło mi łatwo.

Ja już nie wrócę do tamtej wersji siebie.

Nie dlatego, że przestałam walczyć.

Wręcz przeciwnie.

Walczę każdego dnia.

Ale są bitwy, których nie wygrywa się powrotem do przeszłości.

Wygrywa się je nauczeniem się życia na nowo.

Dzisiaj moje życie wygląda inaczej.

Mam więcej ograniczeń.

Więcej bólu.

Więcej leków niż planów.

Muszę odpoczywać wtedy, gdy dawniej nawet nie pomyślałabym o położeniu się do łóżka.

I długo wydawało mi się, że skoro nie mogę żyć tak jak kiedyś, to już nic dobrego mnie nie czeka.

Na szczęście bardzo się pomyliłam.

Bo życie zamyka jedne drzwi, ale czasem po cichu otwiera inne.

Dziś mam nowe zajęcie.

Co prawda mogę wykonywać je tylko z domu.

Czasem nawet z łóżka, kiedy ból nie pozwala mi normalnie funkcjonować.

Ale wiecie co?

To wcale nie odbiera mu wartości.

Wręcz przeciwnie.

Po raz pierwszy od bardzo dawna znowu czuję się potrzebna.

Znowu mam poczucie, że mogę komuś pomóc.

Że moja wiedza, moje doświadczenie i moje słowa mają znaczenie.

I chyba właśnie tego brakowało mi najbardziej.

Nie pracy.

Poczucia sensu.

Oczywiście, gdybym mogła wybierać, chciałabym być zdrowa.

Chciałabym wrócić do dawnego życia.

Do kolei.

Do ludzi, których tam zostawiłam.

Ale skoro nie mogę zmienić tego, co się wydarzyło, mogę zrobić coś innego.

Mogę budować nowe życie.

Nie takie, jakie sobie wymarzyłam.

Ale takie, jakie jest dziś możliwe.

I wiecie co?

Zaczynam wierzyć, że ono też może być piękne.

Może trochę spokojniejsze.

Może wolniejsze.

Może pełne większej liczby przeszkód.

Ale wciąż moje.

Nie mam już siły być kobietą, którą byłam kiedyś.

Mam za to siłę, by każdego dnia uczyć się być sobą.

Tą obecną.

Z bliznami.

Z chorobą.

Z ograniczeniami.

Ale także z nowymi marzeniami, nowym celem i coraz większą nadzieją.

Bo człowiek nie przegrywa wtedy, gdy jego życie się zmienia.

Przegrywa dopiero wtedy, gdy przestaje wierzyć, że mimo tych zmian wciąż może odnaleźć w nim sens.

A ja chcę ten sens odnajdywać.

Codziennie.

Nawet jeśli będzie wyglądał zupełnie inaczej niż kiedyś.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Małe radości, które trzymają mnie przy życiu

Nie trzeba wielkich rzeczy, żeby człowiek mógł poczuć, że jeszcze jest sens. Że jeszcze warto. Że mimo bólu, zmęczenia i wszystkiego, co próbuje mnie przygiąć do ziemi – nadal stoję. Czasem chwiejnie, ale stoję. I oddycham. To właśnie te małe radości ratują mnie w trudnych chwilach. Takie, które dla kogoś mogą być niczym, a dla mnie są wszystkim. Mój pies – jego łapy stukające o podłogę, kiedy rano biegnie do mnie z ogonem jak wiatrak. Gdy kładzie mi głowę na kolanach w chwili, kiedy tego najbardziej potrzebuję, choć nawet nie powiedziałam ani słowa. On wie. Po prostu wie. Kubek dobrej kawy wypity w ciszy. Bez pośpiechu. Czasem na balkonie, czasem przy oknie, patrząc, jak słońce leniwie przebija się przez chmury. Albo jak deszcz spływa po szybie. I nagle w tej prostocie jest spokój, którego nie potrafią dać nawet najmądrzejsze słowa. Syn, kiedy przychodzi porozmawiać – bez powodu, ot tak. Albo kiedy śmiejemy się z czegoś głupiego, co tylko my rozumiemy. Kiedy spędzamy czas razem. To są...

Armia Aniołów

Ta choroba nauczyła mnie zrozumienia. Nie tylko bólu, który odbiera siły i zmienia codzienność, ale przede wszystkim zrozumienia drugiego człowieka. Zrozumienia, jak kruche potrafi być życie i jak wielką moc ma obecność kogoś, kto po prostu jest. Zrozumiałam, że wiele w naszym życiu zależy od ludzi, którymi się otaczamy. Od tego, czy w trudnej chwili ktoś poda rękę, napisze kilka ciepłych słów, czy po prostu zapyta: „Jak się czujesz?” — i naprawdę poczeka na odpowiedź. Zrozumiałam, że dobra energia, bliskość i szczerość potrafią uleczyć więcej niż niejeden lek. Że jedna rozmowa potrafi uciszyć ból, a jedno spojrzenie może dać siłę, której już w sobie nie widzieliśmy. Wielokrotnie przekonałam się, jak ważne są relacje — te prawdziwe, pielęgnowane, oparte na wzajemnym szacunku i trosce. Że czasem jedna osoba, pojawiając się niespodziewanie, potrafi zmienić całe nasze spojrzenie na świat. I że nie zawsze są to ci, których się spodziewaliśmy. Czasem to zupełnie inni ludzie — cisi, ale obec...

Najpierw marnujemy zdrowie, żeby dojść do pieniędzy, a potem marnujemy pieniądze, żeby dojść do zdrowia

Kiedyś goniłam. Za pracą, za obowiązkami, za tym, żeby wszystko było „na czas”. Zdarzało się, że rezygnowałam ze snu, z odpoczynku, z chwili dla siebie – bo wydawało mi się, że muszę, że inaczej świat się zawali. Zdrowie zawsze odkładałam na później. Bo przecież młody organizm wytrzyma, bo tabletka przeciwbólowa wystarczy, bo „jakoś dam radę”. A potem przyszedł dzień, w którym to zdrowie wystawiło mi rachunek. I nagle wszystko, co wcześniej było najważniejsze – praca, obowiązki, bieganie od sprawy do sprawy – przestało mieć znaczenie. Liczyło się tylko jedno: odzyskać choć część tego, co bezpowrotnie straciłam. Dziś rozumiem, jak przewrotne jest życie. Najpierw dajemy z siebie wszystko, by zdobyć pieniądze. A kiedy już je mamy – wydajemy je na lekarzy, zabiegi, rehabilitację. Paradoks, którego nie dostrzega się wtedy, gdy biegnie się bez tchu. Teraz staram się żyć inaczej. Uczę się zatrzymywać, doceniać ciszę, słuchać własnego ciała. Wiem, że pieniądze nigdy nie zwrócą mi zdrowia. Ale ...