Nie jestem celebrytką.
Nie jestem aktorką.
Nie jestem piosenkarką.
Nie jestem osobą publiczną.
A mimo to czasami czuję się, jakbym siedziała w telewizji i udzielała wywiadu.
Tylko że ten wywiad nigdy nie dotyczy moich pasji, marzeń czy tego, co sprawia mi radość.
Dotyczy wyłącznie... choroby.
I szczerze?
Nienawidzę tego.
Naprawdę są osoby, które potrafią uszanować moje granice.
Rozumieją, że jeśli chcę coś powiedzieć, to sama o tym opowiem.
Że czasami mam ochotę porozmawiać o pogodzie, książkach, filmach, wakacjach albo po prostu pośmiać się z jakiejś głupoty.
Że potrzebuję choć na chwilę odpocząć od bycia "tą chorą".
Ale są też ludzie, których ciekawość nie zna granic.
Ledwo usiądziemy przy stole, a ja już czuję się jak uczeń wywołany do odpowiedzi.
– A jak się czujesz?
– A co Cię teraz boli?
– A jakie bierzesz leki?
– A kiedy następna wizyta?
– A kiedy dostaniesz leczenie biologiczne?
– A lekarze co mówią?
– A z rentą wszystko w porządku?
– A rozliczasz się już ze skarbówką?
– A nie zabiorą Ci renty?
– A możesz jeszcze pracować?
Pytanie.
Za pytaniem.
Za pytaniem.
I z każdym kolejnym czuję, jak we mnie narasta złość.
Nie dlatego, że ktoś zapytał raz.
Tylko dlatego, że nagle przestaję być człowiekiem.
Staję się przypadkiem medycznym.
Kartą informacyjną ze szpitala.
Historią choroby.
A przecież ja nadal jestem tą samą osobą.
Nadal lubię się śmiać.
Nadal mam swoje zainteresowania.
Nadal mogę rozmawiać o tysiącu innych rzeczy.
Choroba jest częścią mojego życia.
Ale nie jest całym moim życiem.
Najgorsze jest to, że niektórzy nie potrafią zrozumieć, że opowiadam tyle, ile chcę.
Nie wszystko muszę opowiadać.
Nie z każdej wizyty lekarskiej muszę składać szczegółową relację.
Nie każdy wynik badań jest sprawą całego świata.
Są rzeczy, które zostawiam dla siebie.
I mam do tego prawo.
Coraz częściej łapię się na myśli, że jeśli spotkanie z kimś ma polegać wyłącznie na przepytywaniu mnie z mojego zdrowia i życia zawodowego, to... chyba naprawdę wolę zostać w domu.
Bo czasami większy odpoczynek daje cisza niż rozmowa.
Nie zrozumcie mnie źle.
Wiem, że wiele pytań wynika z troski.
I za tę prawdziwą troskę jestem ogromnie wdzięczna.
Ale troska nie polega na przesłuchiwaniu.
Czasem wystarczy jedno krótkie:
„Jak się dziś czujesz?”
A kiedy usłyszy się odpowiedź:
„Nie ma szału.” albo "Tak sobie."
Po prostu ją uszanować.
Bo osoba przewlekle chora naprawdę nie chce przez cały czas żyć swoją chorobą.
Czasem najbardziej potrzebuje tego, żeby choć na godzinę o niej zapomnieć.
I żeby ktoś zobaczył w niej nie diagnozę...
Komentarze
Prześlij komentarz