Przejdź do głównej zawartości

Las jest miejscem, gdzie dusza znajduje to, czego potrzebuje – spokój i wytchnienie

Są takie miejsca, do których nie jedziemy po to, żeby coś zobaczyć.

Jedziemy tam, żeby poczuć.

Dla mnie jednym z takich miejsc jest las.

Nie potrzebuję tam wielkich atrakcji. Nie potrzebuję planu, mapy ani listy rzeczy do zrobienia. Wystarczy dom między drzewami, zapach mokrej ziemi, szum liści i ten niezwykły rodzaj ciszy, który wcale nie jest pusty.

Bo las nie milczy.

On szumi. Oddycha. Szeleści. Czasem skrzypi pod stopami. Śpiewają w nim ptaki, wiatr porusza gałęziami, a gdzieś w oddali zawsze dzieje się coś, czego nie muszę rozumieć.

I chyba właśnie tego czasami najbardziej potrzebuję.

Nie rozumieć.
Nie analizować.
Nie zastanawiać się, co będzie jutro.

Po prostu być.

Ostatnio coraz częściej myślę o tym, jak bardzo człowiek potrafi zmęczyć się własnymi myślami. Możemy siedzieć w ciszy, a w głowie wciąż trwa rozmowa. Pytania, obawy, plany, wspomnienia. To, co było. To, czego nie udało się zrobić. To, co może się wydarzyć.

A potem jadę do lasu.

I nagle wszystko trochę zwalnia.

Problemy nie znikają. Ból nie zawsze znika. Nie zmienia się rzeczywistość. Nadal jestem tą samą osobą, z tymi samymi troskami i ograniczeniami.

Ale przez chwilę nie muszę o nich myśleć.

Mogę patrzeć na drzewa i przypominać sobie, że natura nie spieszy się nigdzie. Drzewo nie zastanawia się, czy rośnie wystarczająco szybko. Nie porównuje się z innymi. Nie wyrzuca sobie, że mogłoby zrobić więcej.

Po prostu trwa.

Może właśnie dlatego las tak bardzo mnie uspokaja.

Bo przypomina mi, że nie wszystko musi wydarzyć się od razu.

Że można zwolnić.
Że można odpocząć.
Że można mieć gorszy dzień.
Że czasami największym osiągnięciem jest po prostu przetrwać go spokojnie.

Lubię patrzeć na drzewa. Szczególnie te stare, poranione, z popękaną korą i powyginanymi gałęziami. Nie są idealne. Nie wyglądają jak z katalogu.

A jednak są piękne.

I czasem myślę, że człowiek jest trochę podobny do drzewa.

Nosimy na sobie ślady tego, co przeszliśmy. Blizny, zmęczenie, doświadczenia, których nie da się wymazać. Nie zawsze wyglądamy tak, jak kiedyś. Nie zawsze jesteśmy tak silni, jak chcielibyśmy być.

Ale to nie znaczy, że przestaliśmy być piękni.

Może nawet właśnie te wszystkie pęknięcia sprawiają, że jesteśmy bardziej prawdziwi.

Dlatego las jest dla mnie czymś więcej niż miejscem na spacer.

Jest chwilą oddechu.

Miejscem, w którym mogę na moment odłożyć wszystkie swoje troski. Nie rozwiązać ich. Nie udawać, że ich nie ma. Po prostu odłożyć je na chwilę obok i powiedzieć sobie:

„Teraz odpocznij. Jutro znowu będziesz się z tym mierzyć.”

I może właśnie tego potrzebuje moja dusza.

Nie kolejnej rady.
Nie kolejnego planu.
Nie kolejnego „musisz być silna”.

Tylko trochę ciszy.

Trochę zieleni.

Trochę przestrzeni.

I świadomości, że nawet jeśli moje życie nie wygląda dziś tak, jak kiedyś sobie wyobrażałam, nadal mogę znaleźć małe miejsca, w których czuję się dobrze.

A czasami takie małe miejsca wystarczają, żeby nabrać sił na kolejny krok.

Bo las nie zabiera problemów.

Las przypomina tylko, że nie muszę dźwigać ich wszystkich jednocześnie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Małe radości, które trzymają mnie przy życiu

Nie trzeba wielkich rzeczy, żeby człowiek mógł poczuć, że jeszcze jest sens. Że jeszcze warto. Że mimo bólu, zmęczenia i wszystkiego, co próbuje mnie przygiąć do ziemi – nadal stoję. Czasem chwiejnie, ale stoję. I oddycham. To właśnie te małe radości ratują mnie w trudnych chwilach. Takie, które dla kogoś mogą być niczym, a dla mnie są wszystkim. Mój pies – jego łapy stukające o podłogę, kiedy rano biegnie do mnie z ogonem jak wiatrak. Gdy kładzie mi głowę na kolanach w chwili, kiedy tego najbardziej potrzebuję, choć nawet nie powiedziałam ani słowa. On wie. Po prostu wie. Kubek dobrej kawy wypity w ciszy. Bez pośpiechu. Czasem na balkonie, czasem przy oknie, patrząc, jak słońce leniwie przebija się przez chmury. Albo jak deszcz spływa po szybie. I nagle w tej prostocie jest spokój, którego nie potrafią dać nawet najmądrzejsze słowa. Syn, kiedy przychodzi porozmawiać – bez powodu, ot tak. Albo kiedy śmiejemy się z czegoś głupiego, co tylko my rozumiemy. Kiedy spędzamy czas razem. To są...

Koniec wakacji – radość i strach w jednym

Wakacje dobiegają końca. Dla wielu dzieci to czas ekscytacji, dla rodziców – często ulga, że wraca codzienna rutyna. A ja? Ja mam w sobie mieszankę dwóch skrajnych uczuć. Z jednej strony cieszę się, że mój syn wraca do szkoły. Widzę, jak bardzo go to cieszy, jak odnajduje się w tym, co robi. To nie jest tylko obowiązek – to jego pasja. On naprawdę lubi się uczyć tego, co wybrał. I kiedy patrzę na niego, wiem, że jest we właściwym miejscu, że robi coś, co go napędza i daje mu radość. Ale z drugiej strony… jestem trochę przerażona. Bo kiedy on będzie w szkole, ja zostanę sama w domu. I choć zawsze jakoś sobie radzę, to brak jego obecności odczuję bardzo mocno. On jest dla mnie ogromnym wsparciem, taką moją opoką. Wiem, że mogę na niego liczyć w każdej chwili. Czasem odpowie „zaraz” albo „teraz mam ważne”, ale koniec końców zawsze robi to, o co go poproszę. Ciężko będzie mi się przyzwyczaić do tej ciszy, do tego, że nie ma go tu obok. Do tego, że nie mogę w każdej chwili poprosić o pomoc ...

Armia Aniołów

Ta choroba nauczyła mnie zrozumienia. Nie tylko bólu, który odbiera siły i zmienia codzienność, ale przede wszystkim zrozumienia drugiego człowieka. Zrozumienia, jak kruche potrafi być życie i jak wielką moc ma obecność kogoś, kto po prostu jest. Zrozumiałam, że wiele w naszym życiu zależy od ludzi, którymi się otaczamy. Od tego, czy w trudnej chwili ktoś poda rękę, napisze kilka ciepłych słów, czy po prostu zapyta: „Jak się czujesz?” — i naprawdę poczeka na odpowiedź. Zrozumiałam, że dobra energia, bliskość i szczerość potrafią uleczyć więcej niż niejeden lek. Że jedna rozmowa potrafi uciszyć ból, a jedno spojrzenie może dać siłę, której już w sobie nie widzieliśmy. Wielokrotnie przekonałam się, jak ważne są relacje — te prawdziwe, pielęgnowane, oparte na wzajemnym szacunku i trosce. Że czasem jedna osoba, pojawiając się niespodziewanie, potrafi zmienić całe nasze spojrzenie na świat. I że nie zawsze są to ci, których się spodziewaliśmy. Czasem to zupełnie inni ludzie — cisi, ale obec...