Najbardziej niezwykłe, a zarazem najtrudniejsze w życiu jest to, że rzadko wiemy, kiedy coś dzieje się po raz ostatni.
Nie wiesz, że właśnie ostatni raz robisz coś bez bólu. Że kiedyś zatęsknisz za zwyczajnym porankiem, beztroskim śmiechem albo dniem, w którym nie musiałaś zastanawiać się, czy wystarczy Ci sił. Nie wiesz, że chwile, które dziś wydają Ci się zupełnie zwyczajne, kiedyś mogą stać się tymi, do których będziesz wracać z największą tęsknotą.
Po prostu żyjesz. Odkładasz coś na później. Myślisz, że jeszcze będzie okazja. Że zdążysz, zadzwonisz jutro, odwiedzisz kiedyś, powiesz, co czujesz, kiedy znajdziesz odpowiedni moment.
Aż pewnego dnia rozumiesz, że czas nie pyta, czy jesteś gotowa na zmiany.
Choroba nauczyła mnie, jak bardzo potrafi zmienić się życie. Są rzeczy, które kiedyś robiłam bez zastanowienia, a dziś wymagają ode mnie wysiłku, planowania i siły, której czasami po prostu brakuje. Bywają chwile, kiedy tęsknię za dawną codziennością. Za sobą sprzed tych wszystkich doświadczeń. Za zwykłym życiem, którego wartości nie rozumiałam w pełni, dopóki nie stało się trudniejsze.
I chyba właśnie to boli najbardziej. Świadomość, że czasami nie doceniamy tego, co mamy, bo wydaje nam się, że zawsze będziemy to mieć.
Czekamy na lepszy czas. Na mniej problemów, więcej sił, spokojniejszą głowę. Chcemy najpierw poukładać wszystko, co trudne, a dopiero później cieszyć się życiem.
Tylko że życie dzieje się również wtedy, kiedy nie mamy na nie siły. Kiedy się boimy. Kiedy coś nas boli i kiedy nie wszystko układa się tak, jak sobie wymarzyliśmy.
Dlatego coraz częściej myślę, że nie warto odkładać na później czułości, bliskości i małych przyjemności. Warto powiedzieć komuś, że jest ważny. Przytulić trochę dłużej. Zadzwonić bez konkretnego powodu. Zatrzymać się na moment, zamiast ciągle biec do kolejnego dnia.
Nie wiemy przecież, które spotkanie będzie tym ostatnim. Która rozmowa już się nie powtórzy. Kiedy coś, co dziś jest częścią naszej codzienności, stanie się tylko wspomnieniem.
Nie chodzi o to, żeby żyć w strachu przed przemijaniem. Chodzi o to, żeby nie przegapić własnego życia, czekając, aż wreszcie wszystko będzie idealnie.
Bo może kiedyś najbardziej zatęsknimy nie za wielkimi wydarzeniami, lecz za tym, co dziś uznajemy za oczywiste. Za spokojnym dniem. Za obecnością bliskich. Za możliwością zrobienia czegoś bez bólu, pośpiechu i zastanawiania się, czy jutro wystarczy nam sił.
I może najbardziej boli nie to, że coś się skończyło. Tylko to, że kiedy jeszcze trwało, nie wiedzieliśmy, jak bardzo będziemy za tym tęsknić.
Komentarze
Prześlij komentarz