Są takie choroby, przy których człowiek bierze tabletki i po kilku dniach wraca do normalności.
I są też takie, przy których leczenie wygląda zupełnie inaczej. Ciszej. Dłużej. Trudniej.
Depresja i bezsenność bardzo często właśnie takie są.
Wiele osób myśli, że skoro ktoś bierze leki przeciwdepresyjne albo nasenne, to problem powinien już zniknąć. Że po tabletkach człowiek powinien normalnie spać, budzić się spokojny i odzyskać radość życia.
A prawda bywa dużo bardziej skomplikowana.
Bo czasem mimo leczenia nadal przychodzą ciężkie noce.
Nadal człowiek budzi się nad ranem z lękiem, gonitwą myśli albo łzami pod powiekami.
Nadal organizm jest zmęczony, choć teoretycznie „przespał noc”.
Nadal psychika nie potrafi całkowicie się wyciszyć.
I to nie znaczy, że leczenie nie działa albo że ktoś „za mało się stara”.
Depresja i bezsenność bardzo często są skutkiem długotrwałego przeciążenia organizmu — bólu, stresu, choroby, traumatycznych doświadczeń, życia w ciągłym napięciu. Ciało i głowa przez wiele miesięcy uczą się funkcjonować w trybie alarmowym.
A tego nie da się wyłączyć jednym lekiem.
Dlatego oprócz leczenia farmakologicznego bardzo ważne jest też wszystko to, co robimy na co dzień.
Przede wszystkim — nie walczyć ze sobą.
Nie zmuszać się do udawania, że wszystko jest dobrze.
Nie mieć do siebie pretensji, że „powinno już przejść”.
Bardzo pomaga stały rytm dnia, nawet jeśli jest prosty i spokojny. Organizm lubi przewidywalność. Sen o podobnych porach, ograniczenie telefonu i mocnego światła przed snem, chwile ciszy, spokojna muzyka, wyciszenie wieczorem — to niby małe rzeczy, ale dla układu nerwowego potrafią mieć ogromne znaczenie.
Ważne jest też, żeby nie zamykać wszystkiego w sobie.
Rozmowa naprawdę pomaga.
Z kimś bliskim, terapeutą, lekarzem albo nawet z osobą, która po prostu umie wysłuchać bez oceniania.
I jeszcze jedno — trzeba obserwować siebie. Jeśli mimo leczenia depresja albo bezsenność nadal bardzo utrudniają życie, warto wrócić do lekarza i powiedzieć o tym otwarcie. Czasem potrzebna jest zmiana leków, dawek albo dodatkowa pomoc psychologiczna. To nie porażka. To część leczenia.
Najgorsze, co można zrobić, to udawać, że „jakoś się wytrzyma”.
Ja sama wiem, jak wygląda życie, kiedy ciało jest zmęczone bólem, a głowa nie umie odpocząć nawet w nocy. Kiedy człowiek zasypia ze zmęczenia, ale nie znajduje prawdziwego spokoju.
I wiem też, że bardzo łatwo wtedy stracić nadzieję.
Ale nauczyłam się jednej rzeczy:
zdrowienie psychiki nie dzieje się nagle.
To bardziej proces niż cud.
Czasem bardzo powolny, nierówny i pełen gorszych momentów.
I nawet jeśli dziś nadal są trudne noce, to nie znaczy, że już zawsze tak będzie.
Czasem organizm potrzebuje po prostu więcej czasu, więcej troski i więcej wyrozumiałości dla samego siebie.
Komentarze
Prześlij komentarz