Patrzymy na cudze życie i wydaje nam się, że inni mają łatwiej. Są spokojniejsi, mają to, czego nam brakuje. Przeglądamy zdjęcia pełne uśmiechów, wyjazdów i pięknych chwil, a potem porównujemy je z własną codziennością.
Tylko że widzimy jedynie fragment czyjejś historii.
Nie wiemy, ile łez kryje się za uśmiechem, ile trudności za pozornym spokojem i jak wiele człowiek przeżywa w ciszy. Sama wiem, że można żartować, uśmiechać się i normalnie funkcjonować, a jednocześnie zmagać się z bólem, którego inni nawet się nie domyślają.
Dlatego trudno mi zrozumieć zawiść. To, że czyjś sukces potrafi komuś przeszkadzać. Że zamiast pogratulować, niektórzy wolą rozsiewać plotki, ranić słowami i rzucać kłody pod nogi. Jakby drugi człowiek nie miał prawa do niczego dobrego tylko dlatego, że samemu czegoś nam brakuje.
Jak bardzo trzeba być niezadowolonym z własnego życia, żeby próbować utrudniać je innym?
Przecież nie znamy ich drogi ani ceny, jaką zapłacili za to, co dziś podziwiamy. A nawet jeśli komuś powodzi się lepiej niż nam, dlaczego miałoby to być powodem do krzywdy?
Zazdrość sprawia, że przestajemy dostrzegać to, co sami mamy, bo ciągle patrzymy na innych. A zawiść idzie jeszcze dalej, czasami nie wystarczy jej, że komuś czegoś brakuje. Chce, żeby inni również stracili to, co dla nich ważne.
I właśnie wtedy zamiast budować własne życie, zaczynamy niszczyć cudze.
A przecież nie wiemy, czy rzeczywistość, której zazdrościmy, naprawdę jest tak piękna, jak nam się wydaje. Za pięknym domem może kryć się samotność, za sukcesem wyrzeczenia, a za uśmiechem ból, o którym trudno opowiedzieć nawet najbliższym.
Chciałabym, żebyśmy częściej skupiali się na sobie i przestali traktować życie innych jak miarę własnej wartości. Żebyśmy nie zamieniali rozczarowania własnym losem w krzywdę drugiego człowieka.
Bo nie musimy mieć tego samego, żeby życzyć sobie nawzajem dobrze.
Nie musisz odbierać komuś światła, żeby Twoje własne mogło jaśniej świecić.
Życie i tak potrafi wystarczająco mocno nas doświadczać. Nie dokładajmy sobie nawzajem bólu. Nie wiemy, ile ktoś już przeszedł, zanim znalazł się w miejscu, w którym dziś go widzimy.
Bo na końcu nie ma znaczenia, kto ma więcej, komu wiedzie się lepiej i kto ma łatwiejszą drogę.
Znaczenie ma to, czy potrafimy patrzeć na czyjeś powodzenie bez potrzeby odbierania mu tego, na co zapracował.
Bo cudze życie nie musi być gorsze, żeby nasze było coś warte. A jeśli czyjś uśmiech budzi w nas złość zamiast życzliwości, może warto przestać przyglądać się innym i zajrzeć w głąb siebie.
Bo najwięcej o człowieku mówi nie to, jak żyje, kiedy mu się układa, ale to, jak traktuje innych, kiedy im zaczyna się układać.
Komentarze
Prześlij komentarz