Przejdź do głównej zawartości

Czasami zazdrościmy innym życia, którego tak naprawdę nie znamy

Patrzymy na cudze życie i wydaje nam się, że inni mają łatwiej. Są spokojniejsi, mają to, czego nam brakuje. Przeglądamy zdjęcia pełne uśmiechów, wyjazdów i pięknych chwil, a potem porównujemy je z własną codziennością.

Tylko że widzimy jedynie fragment czyjejś historii.

Nie wiemy, ile łez kryje się za uśmiechem, ile trudności za pozornym spokojem i jak wiele człowiek przeżywa w ciszy. Sama wiem, że można żartować, uśmiechać się i normalnie funkcjonować, a jednocześnie zmagać się z bólem, którego inni nawet się nie domyślają.

Dlatego trudno mi zrozumieć zawiść. To, że czyjś sukces potrafi komuś przeszkadzać. Że zamiast pogratulować, niektórzy wolą rozsiewać plotki, ranić słowami i rzucać kłody pod nogi. Jakby drugi człowiek nie miał prawa do niczego dobrego tylko dlatego, że samemu czegoś nam brakuje.

Jak bardzo trzeba być niezadowolonym z własnego życia, żeby próbować utrudniać je innym?

Przecież nie znamy ich drogi ani ceny, jaką zapłacili za to, co dziś podziwiamy. A nawet jeśli komuś powodzi się lepiej niż nam, dlaczego miałoby to być powodem do krzywdy?

Zazdrość sprawia, że przestajemy dostrzegać to, co sami mamy, bo ciągle patrzymy na innych. A zawiść idzie jeszcze dalej, czasami nie wystarczy jej, że komuś czegoś brakuje. Chce, żeby inni również stracili to, co dla nich ważne.

I właśnie wtedy zamiast budować własne życie, zaczynamy niszczyć cudze.

A przecież nie wiemy, czy rzeczywistość, której zazdrościmy, naprawdę jest tak piękna, jak nam się wydaje. Za pięknym domem może kryć się samotność, za sukcesem wyrzeczenia, a za uśmiechem ból, o którym trudno opowiedzieć nawet najbliższym.

Chciałabym, żebyśmy częściej skupiali się na sobie i przestali traktować życie innych jak miarę własnej wartości. Żebyśmy nie zamieniali rozczarowania własnym losem w krzywdę drugiego człowieka.

Bo nie musimy mieć tego samego, żeby życzyć sobie nawzajem dobrze.

Nie musisz odbierać komuś światła, żeby Twoje własne mogło jaśniej świecić.

Życie i tak potrafi wystarczająco mocno nas doświadczać. Nie dokładajmy sobie nawzajem bólu. Nie wiemy, ile ktoś już przeszedł, zanim znalazł się w miejscu, w którym dziś go widzimy.

Bo na końcu nie ma znaczenia, kto ma więcej, komu wiedzie się lepiej i kto ma łatwiejszą drogę.

Znaczenie ma to, czy potrafimy patrzeć na czyjeś powodzenie bez potrzeby odbierania mu tego, na co zapracował.

Bo cudze życie nie musi być gorsze, żeby nasze było coś warte. A jeśli czyjś uśmiech budzi w nas złość zamiast życzliwości, może warto przestać przyglądać się innym i zajrzeć w głąb siebie.

Bo najwięcej o człowieku mówi nie to, jak żyje, kiedy mu się układa, ale to, jak traktuje innych, kiedy im zaczyna się układać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Małe radości, które trzymają mnie przy życiu

Nie trzeba wielkich rzeczy, żeby człowiek mógł poczuć, że jeszcze jest sens. Że jeszcze warto. Że mimo bólu, zmęczenia i wszystkiego, co próbuje mnie przygiąć do ziemi – nadal stoję. Czasem chwiejnie, ale stoję. I oddycham. To właśnie te małe radości ratują mnie w trudnych chwilach. Takie, które dla kogoś mogą być niczym, a dla mnie są wszystkim. Mój pies – jego łapy stukające o podłogę, kiedy rano biegnie do mnie z ogonem jak wiatrak. Gdy kładzie mi głowę na kolanach w chwili, kiedy tego najbardziej potrzebuję, choć nawet nie powiedziałam ani słowa. On wie. Po prostu wie. Kubek dobrej kawy wypity w ciszy. Bez pośpiechu. Czasem na balkonie, czasem przy oknie, patrząc, jak słońce leniwie przebija się przez chmury. Albo jak deszcz spływa po szybie. I nagle w tej prostocie jest spokój, którego nie potrafią dać nawet najmądrzejsze słowa. Syn, kiedy przychodzi porozmawiać – bez powodu, ot tak. Albo kiedy śmiejemy się z czegoś głupiego, co tylko my rozumiemy. Kiedy spędzamy czas razem. To są...

Armia Aniołów

Ta choroba nauczyła mnie zrozumienia. Nie tylko bólu, który odbiera siły i zmienia codzienność, ale przede wszystkim zrozumienia drugiego człowieka. Zrozumienia, jak kruche potrafi być życie i jak wielką moc ma obecność kogoś, kto po prostu jest. Zrozumiałam, że wiele w naszym życiu zależy od ludzi, którymi się otaczamy. Od tego, czy w trudnej chwili ktoś poda rękę, napisze kilka ciepłych słów, czy po prostu zapyta: „Jak się czujesz?” — i naprawdę poczeka na odpowiedź. Zrozumiałam, że dobra energia, bliskość i szczerość potrafią uleczyć więcej niż niejeden lek. Że jedna rozmowa potrafi uciszyć ból, a jedno spojrzenie może dać siłę, której już w sobie nie widzieliśmy. Wielokrotnie przekonałam się, jak ważne są relacje — te prawdziwe, pielęgnowane, oparte na wzajemnym szacunku i trosce. Że czasem jedna osoba, pojawiając się niespodziewanie, potrafi zmienić całe nasze spojrzenie na świat. I że nie zawsze są to ci, których się spodziewaliśmy. Czasem to zupełnie inni ludzie — cisi, ale obec...

Najpierw marnujemy zdrowie, żeby dojść do pieniędzy, a potem marnujemy pieniądze, żeby dojść do zdrowia

Kiedyś goniłam. Za pracą, za obowiązkami, za tym, żeby wszystko było „na czas”. Zdarzało się, że rezygnowałam ze snu, z odpoczynku, z chwili dla siebie – bo wydawało mi się, że muszę, że inaczej świat się zawali. Zdrowie zawsze odkładałam na później. Bo przecież młody organizm wytrzyma, bo tabletka przeciwbólowa wystarczy, bo „jakoś dam radę”. A potem przyszedł dzień, w którym to zdrowie wystawiło mi rachunek. I nagle wszystko, co wcześniej było najważniejsze – praca, obowiązki, bieganie od sprawy do sprawy – przestało mieć znaczenie. Liczyło się tylko jedno: odzyskać choć część tego, co bezpowrotnie straciłam. Dziś rozumiem, jak przewrotne jest życie. Najpierw dajemy z siebie wszystko, by zdobyć pieniądze. A kiedy już je mamy – wydajemy je na lekarzy, zabiegi, rehabilitację. Paradoks, którego nie dostrzega się wtedy, gdy biegnie się bez tchu. Teraz staram się żyć inaczej. Uczę się zatrzymywać, doceniać ciszę, słuchać własnego ciała. Wiem, że pieniądze nigdy nie zwrócą mi zdrowia. Ale ...