Są momenty w życiu, kiedy kończą się rady.
Kiedy nie pomagają dobre słowa, motywacyjne cytaty ani zapewnienia, że „będzie dobrze”.
Bo nie zawsze jest dobrze.
I nie zawsze musi tak być.
Czasem dochodzimy do miejsca, w którym nie mamy już siły walczyć.
Nie mamy energii tłumaczyć, udowadniać, przekonywać siebie i innych, że jeszcze damy radę.
Czasem po prostu stoimy w miejscu — zmęczeni, obolali, cisi.
I wtedy okazuje się, że jedyne, co naprawdę możemy zrobić, to iść dalej.
Nie szybciej.
Nie lepiej.
Nie z uśmiechem na twarzy.
Po prostu dalej.
Dzień po dniu.
Krok po kroku.
Czasem na autopilocie.
Czasem bez planu.
Czasem bez nadziei, ale z jakimś cichym przekonaniem, że zatrzymanie się całkiem byłoby jeszcze trudniejsze.
„Iść dalej” nie zawsze oznacza rozwój, sukces czy zmianę na lepsze.
Czasem oznacza tylko wstanie z łóżka.
Zrobienie herbaty.
Przetrwanie kolejnego dnia.
Nie poddanie się myślom, które próbują odebrać resztki sił.
To nie jest słabość.
To nie jest rezygnacja.
To jest forma odwagi, o której mało się mówi.
Bo prawda jest taka, że nie każdy dzień da się wygrać.
Nie każdą walkę da się stoczyć.
Nie każdy ból da się pokonać.
Ale można z nim iść.
Można nauczyć się oddychać mimo ciężaru.
Można żyć, nawet jeśli to życie wygląda zupełnie inaczej, niż kiedyś sobie wyobrażaliśmy.
Czasem nie potrzebujemy wielkich postanowień.
Czasem wystarczy jedno:
Dziś jeszcze idę dalej.
I to naprawdę wystarczy.
Komentarze
Prześlij komentarz