Każdy człowiek ma swoje ukryte smutki, których świat nie zna; i często nazywamy człowieka zimnym, kiedy jest tylko smutny.
W codzienności nie ma wielkich scen. Jest poranek, który trzeba jakoś zacząć. Jest dzień, który trzeba przejść. Jest wieczór, w którym człowiek w końcu może przestać udawać, że ma jeszcze siłę.
Często myślimy, że smutek musi wyglądać jak płacz. Jak załamanie. Jak krzyk. A tymczasem on bardzo często jest cichy. Przychodzi bez zapowiedzi i zostaje na długo. Uczy milczenia. Odbiera ochotę na rozmowy. Sprawia, że człowiek wycofuje się trochę z życia — nie dlatego, że nie chce ludzi, ale dlatego, że nie ma już siły tłumaczyć, prostować, odpowiadać.
Wtedy łatwo dostać łatkę „zimnej”. Zdystansowanej. Niedostępnej. Bo nie opowiadasz. Bo nie narzekasz. Bo nie wylewasz wszystkiego na zewnątrz. A prawda bywa zupełnie inna — po prostu nosisz w sobie więcej, niż jesteś w stanie unieść na głos.
Znam ten stan aż za dobrze. Uśmiech, który pojawia się z przyzwyczajenia. Odpowiedź „wszystko okej”, która nic nie znaczy. Cisza, która jest bezpieczniejsza niż kolejne pytania. Bo kiedy pytają, często nie chcą usłyszeć prawdy. Chcą krótkiej, lekkiej odpowiedzi, po której można wrócić do swoich spraw.
Smutek nie zawsze widać. Często chowa się za normalnością. Za codziennymi obowiązkami. Za próbą funkcjonowania mimo wszystko. A im dłużej człowiek tak żyje, tym bardziej staje się niewidzialny. I tym rzadziej ktoś pyta naprawdę.
Z czasem uczysz się oszczędzać słowa. Wybierać ciszę zamiast tłumaczeń. Nie dlatego, że nie czujesz — ale dlatego, że czujesz za dużo. I boisz się, że gdybyś powiedziała wszystko, to już nie dałabyś rady wrócić do tej codzienności, którą jakoś udaje się utrzymać.
Dziś wiem jedno: najbardziej obciążeni są często ci najciszej idący przez życie. Ci, którzy nie robią wokół siebie hałasu. Ci, którzy po prostu „są” — dzień po dniu — mimo bólu, zmęczenia i smutku.
Dlatego warto patrzeć uważniej. Wolniej. Z większą czułością. Bo nie każdy chłód jest obojętnością. Czasem jest tarczą. Czasem zmęczeniem. A bardzo często — smutkiem, którego nikt nie zapytał, czy da się jeszcze unieść.
Komentarze
Prześlij komentarz