Przejdź do głównej zawartości

Siła, która karmi nadzieję

Długo myślałam, czym tak naprawdę jest siła.
Nie ta z poradników, nie ta z motywacyjnych haseł, nie ta, którą tak łatwo przypisuje się ludziom „dzielnym” i „radzącym sobie”. Tylko ta prawdziwa, codzienna, cicha.

I doszłam do wniosku, że siła w gruncie rzeczy jest synonimem wiary.
Nie wiary w cuda, które wydarzą się jutro.

Nie wiary w to, że nagle wszystko się ułoży.
Ale wiary w to, że mimo wszystko warto wstać. Warto oddychać. Warto jeszcze spróbować przeżyć ten dzień.

Bo kiedy choroba zabiera pewność jutra, kiedy odbiera sprawczość, plany, marzenia, wtedy siła nie polega na uśmiechu ani na udawaniu, że „jest okej”. Siła polega na tym, że nie pozwalamy całkiem umrzeć nadziei. Nawet jeśli jest maleńka. Nawet jeśli ledwo się tli.

Prawdziwa odwaga nie krzyczy.
Ona karmi nadzieję po cichu.
Drobnostkami.
Jedną dobrą myślą.
Jednym spokojniejszym oddechem.
Jednym „jeszcze dziś spróbuję”.

Są dni, kiedy wiara ma postać łez.
Są dni, kiedy wygląda jak bezsilność.
Są też takie, kiedy jedynym aktem odwagi jest to, że nie rezygnujemy całkiem – z siebie, z życia, z marzeń, nawet tych, które musiały zmienić kształt.

I chyba właśnie dlatego „Siła codzienności” nigdy nie była dla mnie o byciu twardą.
Była o tym, żeby wierzyć mimo wszystko.
Że moje życie – choć inne, trudniejsze, ograniczone – wciąż ma sens.
Że nawet w bólu można znaleźć odrobinę światła.
Że nadzieja, jeśli się ją karmi, potrafi przetrwać naprawdę wiele.

Bo siła to nie brak strachu.
Siła to wiara, która nie pozwala strachowi wygrać.
A odwaga…
Odwaga to codzienne wybieranie nadziei, nawet wtedy, gdy wszystko inne mówi, że nie warto.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Małe radości, które trzymają mnie przy życiu

Nie trzeba wielkich rzeczy, żeby człowiek mógł poczuć, że jeszcze jest sens. Że jeszcze warto. Że mimo bólu, zmęczenia i wszystkiego, co próbuje mnie przygiąć do ziemi – nadal stoję. Czasem chwiejnie, ale stoję. I oddycham. To właśnie te małe radości ratują mnie w trudnych chwilach. Takie, które dla kogoś mogą być niczym, a dla mnie są wszystkim. Mój pies – jego łapy stukające o podłogę, kiedy rano biegnie do mnie z ogonem jak wiatrak. Gdy kładzie mi głowę na kolanach w chwili, kiedy tego najbardziej potrzebuję, choć nawet nie powiedziałam ani słowa. On wie. Po prostu wie. Kubek dobrej kawy wypity w ciszy. Bez pośpiechu. Czasem na balkonie, czasem przy oknie, patrząc, jak słońce leniwie przebija się przez chmury. Albo jak deszcz spływa po szybie. I nagle w tej prostocie jest spokój, którego nie potrafią dać nawet najmądrzejsze słowa. Syn, kiedy przychodzi porozmawiać – bez powodu, ot tak. Albo kiedy śmiejemy się z czegoś głupiego, co tylko my rozumiemy. Kiedy spędzamy czas razem. To są...

Koniec wakacji – radość i strach w jednym

Wakacje dobiegają końca. Dla wielu dzieci to czas ekscytacji, dla rodziców – często ulga, że wraca codzienna rutyna. A ja? Ja mam w sobie mieszankę dwóch skrajnych uczuć. Z jednej strony cieszę się, że mój syn wraca do szkoły. Widzę, jak bardzo go to cieszy, jak odnajduje się w tym, co robi. To nie jest tylko obowiązek – to jego pasja. On naprawdę lubi się uczyć tego, co wybrał. I kiedy patrzę na niego, wiem, że jest we właściwym miejscu, że robi coś, co go napędza i daje mu radość. Ale z drugiej strony… jestem trochę przerażona. Bo kiedy on będzie w szkole, ja zostanę sama w domu. I choć zawsze jakoś sobie radzę, to brak jego obecności odczuję bardzo mocno. On jest dla mnie ogromnym wsparciem, taką moją opoką. Wiem, że mogę na niego liczyć w każdej chwili. Czasem odpowie „zaraz” albo „teraz mam ważne”, ale koniec końców zawsze robi to, o co go poproszę. Ciężko będzie mi się przyzwyczaić do tej ciszy, do tego, że nie ma go tu obok. Do tego, że nie mogę w każdej chwili poprosić o pomoc ...

Armia Aniołów

Ta choroba nauczyła mnie zrozumienia. Nie tylko bólu, który odbiera siły i zmienia codzienność, ale przede wszystkim zrozumienia drugiego człowieka. Zrozumienia, jak kruche potrafi być życie i jak wielką moc ma obecność kogoś, kto po prostu jest. Zrozumiałam, że wiele w naszym życiu zależy od ludzi, którymi się otaczamy. Od tego, czy w trudnej chwili ktoś poda rękę, napisze kilka ciepłych słów, czy po prostu zapyta: „Jak się czujesz?” — i naprawdę poczeka na odpowiedź. Zrozumiałam, że dobra energia, bliskość i szczerość potrafią uleczyć więcej niż niejeden lek. Że jedna rozmowa potrafi uciszyć ból, a jedno spojrzenie może dać siłę, której już w sobie nie widzieliśmy. Wielokrotnie przekonałam się, jak ważne są relacje — te prawdziwe, pielęgnowane, oparte na wzajemnym szacunku i trosce. Że czasem jedna osoba, pojawiając się niespodziewanie, potrafi zmienić całe nasze spojrzenie na świat. I że nie zawsze są to ci, których się spodziewaliśmy. Czasem to zupełnie inni ludzie — cisi, ale obec...