Przejdź do głównej zawartości

Czemu mnie to spotyka, ile jeszcze muszę wytrzymać?

Są takie dni, kiedy wszystko we mnie krzyczy. Ciało boli, głowa pełna ciężkich myśli, a dusza ledwo dycha. Znowu. Ile można? Pytanie wraca jak bumerang: czemu mnie to spotyka, ile jeszcze muszę wytrzymać?

Czasem czuję się jak żołnierka, która walczy w wojnie, której nie wybierała. Operacje, ból, bezsenność, zmęczenie, strach, zmagania z własnym ciałem i umysłem. I nawet jeśli próbuję być silna – nie zawsze się da. Bo siła nie polega na tym, że nic nas nie rusza. Siła to momenty, kiedy mimo wszystkiego wstajemy. Albo chociaż nie znikamy całkiem pod kołdrą.

Ludzie mówią: „Nie załamuj się, będzie lepiej.” Ale co, jeśli teraz wcale nie jest lepiej? Co, jeśli boli fizycznie, psychicznie i emocjonalnie – wszystko naraz? Co, jeśli czasem nie chcę słuchać rad, tylko chcę, żeby ktoś po prostu był. Obok. W ciszy. Bez oceniania.

Piszę to, bo wiem, że nie jestem sama. Jeśli czytasz ten tekst i masz podobnie – wiedz, że jesteś ważna/y. Że Twoje cierpienie ma prawo istnieć. Że nie jesteś słaba/y, jeśli masz dość. Masz prawo mieć dość.

Nie wiem, ile jeszcze musimy wytrzymać. Ale wiem, że nie musimy robić tego sami. Że czasem wystarczy jeden dzień. Jeden krok. Jedna rozmowa. I już jest lżej.

Dziś nie mam gotowych odpowiedzi. Mam tylko swoją historię. I serce, które mimo wszystkiego nadal bije. I może to wystarczy. Na teraz.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tęsknota za codziennością, która dawała siłę

 Są tacy, którzy mówią: „Nie lubię swojej pracy, robię to tylko dla pieniędzy”. Ja zawsze miałam inaczej. Praca była dla mnie czymś więcej – nie tylko obowiązkiem, ale miejscem, gdzie czułam się potrzebna, skupiona, żywa. Była moją odskocznią od domowych problemów, codziennych trosk i niepokoju. Gdy przekraczałam próg, wszystko zostawało za drzwiami – nie było już miejsca na zamartwianie się, na rozkładanie życia na czynniki pierwsze. Liczyło się tylko to, co tu i teraz. Praca wymagała ode mnie pełnej koncentracji, zaangażowania i odpowiedzialności. I dawała mi za to coś bardzo cennego – poczucie sensu, rytm, strukturę dnia. Od dłuższego czasu nie mogę jednak do niej wrócić. Choroba wywróciła moje życie do góry nogami. Ciało przestało współpracować, a ja musiałam się zatrzymać. I choć minęło już sporo czasu, tęsknota nie mija. Brakuje mi tej codziennej rutyny, porannych przygotowań, znajomych twarzy, odpowiedzialności – wszystkiego, co tworzyło moją „pracową rzeczywistość”. Bardzo ...

Co zrobić, kiedy jesteś już na samym końcu… wszystkiego

Są takie dni, kiedy nie chodzi już o złe samopoczucie. Ani o gorszy humor, ani o to, że boli. Chodzi o to coś głębiej, co pęka w człowieku bez dźwięku. Kiedy wstajesz rano i wiesz, że to będzie kolejny dzień z serii „nie dam rady”. Kiedy czujesz, że jesteś na końcu. Na końcu cierpliwości. Na końcu wytrzymywania. Na końcu sił, myśli, nadziei. I wszystko w środku mówi ci, że z tego końca to już się nie wraca. --- Wiesz, ile razy ja tam byłam? Nie w odwiedzinach. Nie na chwilę. Z walizką. Z rezygnacją. Z sercem, które miało już dość. Nie miałam ochoty słuchać, że „będzie lepiej”, „czas leczy”, „trzeba być silnym”. Bo wtedy nie chcesz być silny. Chcesz zniknąć. Albo po prostu przestać czuć. --- Ale coś ci powiem – może to jedyna rzecz, jaką warto wtedy usłyszeć: „Koniec” to bardzo dziwne miejsce. Bo to właśnie tam można się zatrzymać na tyle, żeby usłyszeć siebie. Nie świat, nie ludzi, nie oczekiwania – ale ten szept z głębi ciebie, który mówi: „Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale jeszcze sp...

Dom bez bólu – małe zmiany, które pomagają żyć z ograniczeniami

Dom to nie tylko ściany i meble. To przestrzeń, w której chcemy czuć się bezpiecznie. Ale kiedy ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa, nawet własny dom potrafi stać się labiryntem bólu i frustracji. Na szczęście są rzeczy, które można zrobić – małe zmiany, które z czasem okazują się ogromnym wsparciem. Na początku wszystko przychodziło opornie. Nie chciałam widzieć w swoim domu przedmiotów, które kojarzyły mi się z chorobą. Uchwyty przy wannie? Nakładka na ubikację? Kule? Przecież to dla „starszych ludzi”… – myślałam. A potem przyszły dni, kiedy każdy ruch był walką. I wtedy zrozumiałam, że nie chodzi o dumę. Chodzi o to, by żyć wygodniej. Bezpieczniej. Bez bólu. Na pierwszy ogień poszły: z pozoru mało estetyczna, ale zbawienna nakładka podwyższająca sedes. Krzesło, które pozwoliło mi się nie spieszyć i dać radę w łazience się rozebrac, wytrzeć, ubrać. Brak dywaników – żeby się nie potknąć, kiedy nogi odmawiają współpracy. Stymulator prądów EMS i TENS – niepozorne urządzenie, które potr...