Przejdź do głównej zawartości

Kiedy życie zwalnia za bardzo

Życie potrafi zwolnić nagle i brutalnie. Nie tak delikatnie, jakbym chciała – w stylu „odpocznij chwilę, złap oddech”. Nie. U mnie to zatrzymanie było przymusowe. Choroba wcisnęła hamulec ręczny i zostawiła mnie w miejscu, którego sama bym nie wybrała.

I wiesz co? To trudne.
Bo kiedyś żyłam na wysokich obrotach. Wiecznie w biegu, wiecznie w planach, wiecznie z myślą „jeszcze tylko to, jeszcze tylko tamto”. I choć wtedy też było źle – zmęczenie, stres, brak czasu na siebie – wydawało mi się, że to jest normalne. Że tak trzeba.
Może właśnie to życie „na pełnym gazie” w końcu wystawiło mi rachunek i popchnęło mnie w stronę choroby.

Teraz świat zwolnił. A raczej – ja zwolniłam, bo świat biegnie dalej.
I czasem to spowolnienie boli jeszcze bardziej niż dawne zmęczenie. Bo czuję, że tracę, że nie nadążam, że życie ucieka mi gdzieś obok. Trudno w tym odnaleźć sens, trudno znaleźć odpowiedź na pytanie: „i co teraz?”.

Ale uczę się.
Że zwolnienie nie musi oznaczać końca, tylko inny początek.
Że sens nie zawsze kryje się w biegu – czasem właśnie w zatrzymaniu.
Że choć życie zwalnia za bardzo, mogę w tym szukać czegoś, czego dawniej nie widziałam: małych chwil, drobnych radości, oddechu, którego wcześniej nie dawałam sobie wziąć.

To wcale nie jest łatwe. Ale może właśnie w tym „za bardzo” kryje się szansa, żeby nauczyć się żyć inaczej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tęsknota za codziennością, która dawała siłę

 Są tacy, którzy mówią: „Nie lubię swojej pracy, robię to tylko dla pieniędzy”. Ja zawsze miałam inaczej. Praca była dla mnie czymś więcej – nie tylko obowiązkiem, ale miejscem, gdzie czułam się potrzebna, skupiona, żywa. Była moją odskocznią od domowych problemów, codziennych trosk i niepokoju. Gdy przekraczałam próg, wszystko zostawało za drzwiami – nie było już miejsca na zamartwianie się, na rozkładanie życia na czynniki pierwsze. Liczyło się tylko to, co tu i teraz. Praca wymagała ode mnie pełnej koncentracji, zaangażowania i odpowiedzialności. I dawała mi za to coś bardzo cennego – poczucie sensu, rytm, strukturę dnia. Od dłuższego czasu nie mogę jednak do niej wrócić. Choroba wywróciła moje życie do góry nogami. Ciało przestało współpracować, a ja musiałam się zatrzymać. I choć minęło już sporo czasu, tęsknota nie mija. Brakuje mi tej codziennej rutyny, porannych przygotowań, znajomych twarzy, odpowiedzialności – wszystkiego, co tworzyło moją „pracową rzeczywistość”. Bardzo ...

Co zrobić, kiedy jesteś już na samym końcu… wszystkiego

Są takie dni, kiedy nie chodzi już o złe samopoczucie. Ani o gorszy humor, ani o to, że boli. Chodzi o to coś głębiej, co pęka w człowieku bez dźwięku. Kiedy wstajesz rano i wiesz, że to będzie kolejny dzień z serii „nie dam rady”. Kiedy czujesz, że jesteś na końcu. Na końcu cierpliwości. Na końcu wytrzymywania. Na końcu sił, myśli, nadziei. I wszystko w środku mówi ci, że z tego końca to już się nie wraca. --- Wiesz, ile razy ja tam byłam? Nie w odwiedzinach. Nie na chwilę. Z walizką. Z rezygnacją. Z sercem, które miało już dość. Nie miałam ochoty słuchać, że „będzie lepiej”, „czas leczy”, „trzeba być silnym”. Bo wtedy nie chcesz być silny. Chcesz zniknąć. Albo po prostu przestać czuć. --- Ale coś ci powiem – może to jedyna rzecz, jaką warto wtedy usłyszeć: „Koniec” to bardzo dziwne miejsce. Bo to właśnie tam można się zatrzymać na tyle, żeby usłyszeć siebie. Nie świat, nie ludzi, nie oczekiwania – ale ten szept z głębi ciebie, który mówi: „Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale jeszcze sp...

Dom bez bólu – małe zmiany, które pomagają żyć z ograniczeniami

Dom to nie tylko ściany i meble. To przestrzeń, w której chcemy czuć się bezpiecznie. Ale kiedy ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa, nawet własny dom potrafi stać się labiryntem bólu i frustracji. Na szczęście są rzeczy, które można zrobić – małe zmiany, które z czasem okazują się ogromnym wsparciem. Na początku wszystko przychodziło opornie. Nie chciałam widzieć w swoim domu przedmiotów, które kojarzyły mi się z chorobą. Uchwyty przy wannie? Nakładka na ubikację? Kule? Przecież to dla „starszych ludzi”… – myślałam. A potem przyszły dni, kiedy każdy ruch był walką. I wtedy zrozumiałam, że nie chodzi o dumę. Chodzi o to, by żyć wygodniej. Bezpieczniej. Bez bólu. Na pierwszy ogień poszły: z pozoru mało estetyczna, ale zbawienna nakładka podwyższająca sedes. Krzesło, które pozwoliło mi się nie spieszyć i dać radę w łazience się rozebrac, wytrzeć, ubrać. Brak dywaników – żeby się nie potknąć, kiedy nogi odmawiają współpracy. Stymulator prądów EMS i TENS – niepozorne urządzenie, które potr...