Patrzę na świat wokół i widzę, jak wszystko biegnie do przodu. Znajomi zmieniają prace, podróżują, przeżywają kolejne etapy swojego życia. Ich dni wydają się pełne ruchu, zmian, nowych historii do opowiedzenia.
A ja mam wrażenie, że zatrzymałam się w jednym kadrze. Jakby ktoś nacisnął przycisk „pauza” i zostawił mnie w pół zdania, w pół drogi. Tylko że nie wiem, kiedy znowu włączy się „play”. Nie wiem, czy będę mogła dalej biec, czy w ogóle wrócę na tę samą ścieżkę, z której zeszłam.
Czasem mam wrażenie, że stoję obok swojego życia, obserwując, jak ono toczy się gdzieś dalej, beze mnie. Że wszystko, co planowałam, czeka cierpliwie w zawieszeniu – aż zdrowie pozwoli, aż los się zlituje, aż odzyskam siły.
I to boli. Bo w środku wciąż jestem tą samą osobą, która chce doświadczać, odkrywać, żyć. Tylko ciało i okoliczności zatrzymały mnie w miejscu.
Ale może ta pauza ma też swój sens? Może uczy mnie doceniać to, co zwykle umyka w biegu – ciszę, obecność, te małe chwile, które nie potrzebują wielkich podróży ani spektakularnych zmian. Może właśnie teraz uczę się, że życie nie zawsze musi być na pełnym „play”, żeby miało wartość.
Komentarze
Prześlij komentarz