Czasem mam dość.
Po prostu. Bez wyjaśnień, bez głębokiej analizy, bez dramatyzmu.
Mam dość bólu.
Mam dość zmęczenia, które nie mija po śnie.
Mam dość walki, tłumaczenia się, szukania słów, gdy brakuje siły nawet na myślenie.
Czasem nie chce mi się mówić.
Nie chce mi się odpowiadać na pytania.
Nie chce mi się uśmiechać, pocieszać, udawać, że wszystko jest „już prawie dobrze”.
Czasem jestem cicha.
Nie dlatego, że się obraziłam.
Nie dlatego, że coś się stało.
Po prostu – tak właśnie wygląda moje zmęczenie.
Cisza jest wtedy moją formą przetrwania.
I nie muszę się z tego tłumaczyć.
Nikomu.
Bo nie wszystko, co czuję, musi być zrozumiane.
Nie każda emocja potrzebuje uzasadnienia.
Nie każda słabość to coś, co trzeba natychmiast naprawić, zniwelować, ukryć.
To, że czasem mam dość, nie oznacza, że się poddaję.
To, że czasem siedzę w ciszy i nie mam ochoty rozmawiać, nie oznacza, że przestałam walczyć.
To, że jestem zmęczona – nie odbiera mi siły.
To, że jestem sfrustrowana – nie odbiera mi wartości.
Jestem człowiekiem.
Z emocjami, które czasem wylewają się bez kontroli.
Z sercem, które się męczy.
Z ciałem, które nie zawsze współpracuje.
Z głową, która czasem chce po prostu zniknąć na chwilę.
I to jest w porządku.
Nie muszę być zawsze dzielna, uśmiechnięta, gotowa na wszystko.
Nie muszę niczego udowadniać.
Nie muszę przepraszać za to, że czasem nie daję rady.
Bo nawet gdy mam dość – nadal jestem wystarczająca.
W tej ciszy. W tym zmęczeniu. W tym „nie mam siły dziś”.
Komentarze
Prześlij komentarz