Przejdź do głównej zawartości

Sterydy – miały pomóc, zostawiły ślad

Zanim zaczęłam leczenie sterydami w tabletkach, wiedziałam jedno – muszę spróbować wszystkiego, żeby dać sobie szansę na ulgę, na choćby odrobinę poprawy. Wiedziałam też, że sterydy mają skutki uboczne. Przeczytałam ulotkę, wysłuchałam lekarza, czytałam opinie. Ale wiecie jak to jest – dopóki coś Cię nie dotknie osobiście, to tak naprawdę nie wiesz, jak bardzo może przewrócić wszystko do góry nogami.

Dziś, po zakończonej kuracji, mogę powiedzieć jedno:
Sterydy trochę pomogły – ale znacznie więcej zabrały.

Nie chcę nikogo straszyć. Ani zniechęcać. Czasem to naprawdę jedyne możliwe leczenie. Ale chcę, żeby ktoś, kto właśnie stoi przed tą decyzją, wiedział, z czym może się zmierzyć.

U mnie wyglądało to tak:

Problemy ze snem. Zasypianie zajmowało wieki. A nawet jak już zasnęłam – to budziłam się co godzinę. Rano już od 4-5 nie spałam.

Wzmorzony apetyt. I to nie taki zwykły głód – to było jak nieustanne ssanie w żołądku, którego nie dało się zagłuszyć.

Niepohamowane łaknienie na słodycze. Jakby ktoś w głowie przełączył mi tryb na „jedz, bo musisz”.

Przybieranie na wadze. Kilogramy przychodziły szybciej, niż zdążyłam je liczyć.

Problemy trawienne. Wzdęcia, zaparcia, gazy, uczucie ciężkości – mój układ pokarmowy powiedział: "mam dość".

Opuchlizna. Wszędzie. Na twarzy, na rękach, nogach. Nie wyglądałam jak ja – wyglądałam jak ktoś zupełnie inny, napompowany, nabrzmiały.

Księżycowa twarz. To określenie z medycyny niestety nie jest przesadą. Ja się siebie bałam w lustrze. Dosłownie.


I wiecie co?
Najgorsze było to, że to leczenie nie pomogło do końca. Trochę złagodziło objawy, ale nie przyniosło tego przełomu, na który tak bardzo liczyłam. A skutki uboczne były silniejsze niż korzyści.

Nie ukrywam – było mi przykro. Nadal jest. Czuję rozczarowanie. Ale jednocześnie wiem, że gdybym nie spróbowała, dziś gryzłabym się z myślą: „a może to by jednak coś zmieniło”.

To był trudny etap. I teraz mierzę się z jego skutkami – fizycznie i psychicznie. Próbuję wrócić do siebie „sprzed sterydów”. Ale nie udaję, że nic się nie stało.

Ten wpis jest dla tych, którzy stoją przed podobną decyzją.
Dla tych, którzy myślą, że tabletka to tylko tabletka.
Dla tych, którzy czują się dziwnie po sterydach i nie wiedzą, czy to „normalne”.

Tak – sterydy mogą pomóc. Ale to nie są zwykłe leki. One działają na cały organizm – nie tylko na ból czy stan zapalny.

Jeśli jesteś w trakcie takiego leczenia – bądź dla siebie łagodny.
Jeśli dopiero masz je przed sobą – pytaj lekarza, dużo pytaj. I miej świadomość, że ta decyzja niesie za sobą konsekwencje, nie tylko medyczne.

A jeśli ktoś bliski bierze sterydy – nie mów: „przecież leki powinny pomóc”.
Bo czasem pomagają – ale w zupełnie inny sposób, niż się tego spodziewaliśmy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Małe radości, które trzymają mnie przy życiu

Nie trzeba wielkich rzeczy, żeby człowiek mógł poczuć, że jeszcze jest sens. Że jeszcze warto. Że mimo bólu, zmęczenia i wszystkiego, co próbuje mnie przygiąć do ziemi – nadal stoję. Czasem chwiejnie, ale stoję. I oddycham. To właśnie te małe radości ratują mnie w trudnych chwilach. Takie, które dla kogoś mogą być niczym, a dla mnie są wszystkim. Mój pies – jego łapy stukające o podłogę, kiedy rano biegnie do mnie z ogonem jak wiatrak. Gdy kładzie mi głowę na kolanach w chwili, kiedy tego najbardziej potrzebuję, choć nawet nie powiedziałam ani słowa. On wie. Po prostu wie. Kubek dobrej kawy wypity w ciszy. Bez pośpiechu. Czasem na balkonie, czasem przy oknie, patrząc, jak słońce leniwie przebija się przez chmury. Albo jak deszcz spływa po szybie. I nagle w tej prostocie jest spokój, którego nie potrafią dać nawet najmądrzejsze słowa. Syn, kiedy przychodzi porozmawiać – bez powodu, ot tak. Albo kiedy śmiejemy się z czegoś głupiego, co tylko my rozumiemy. Kiedy spędzamy czas razem. To są...

Koniec wakacji – radość i strach w jednym

Wakacje dobiegają końca. Dla wielu dzieci to czas ekscytacji, dla rodziców – często ulga, że wraca codzienna rutyna. A ja? Ja mam w sobie mieszankę dwóch skrajnych uczuć. Z jednej strony cieszę się, że mój syn wraca do szkoły. Widzę, jak bardzo go to cieszy, jak odnajduje się w tym, co robi. To nie jest tylko obowiązek – to jego pasja. On naprawdę lubi się uczyć tego, co wybrał. I kiedy patrzę na niego, wiem, że jest we właściwym miejscu, że robi coś, co go napędza i daje mu radość. Ale z drugiej strony… jestem trochę przerażona. Bo kiedy on będzie w szkole, ja zostanę sama w domu. I choć zawsze jakoś sobie radzę, to brak jego obecności odczuję bardzo mocno. On jest dla mnie ogromnym wsparciem, taką moją opoką. Wiem, że mogę na niego liczyć w każdej chwili. Czasem odpowie „zaraz” albo „teraz mam ważne”, ale koniec końców zawsze robi to, o co go poproszę. Ciężko będzie mi się przyzwyczaić do tej ciszy, do tego, że nie ma go tu obok. Do tego, że nie mogę w każdej chwili poprosić o pomoc ...

Dom bez bólu – małe zmiany, które pomagają żyć z ograniczeniami

Dom to nie tylko ściany i meble. To przestrzeń, w której chcemy czuć się bezpiecznie. Ale kiedy ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa, nawet własny dom potrafi stać się labiryntem bólu i frustracji. Na szczęście są rzeczy, które można zrobić – małe zmiany, które z czasem okazują się ogromnym wsparciem. Na początku wszystko przychodziło opornie. Nie chciałam widzieć w swoim domu przedmiotów, które kojarzyły mi się z chorobą. Uchwyty przy wannie? Nakładka na ubikację? Kule? Przecież to dla „starszych ludzi”… – myślałam. A potem przyszły dni, kiedy każdy ruch był walką. I wtedy zrozumiałam, że nie chodzi o dumę. Chodzi o to, by żyć wygodniej. Bezpieczniej. Bez bólu. Na pierwszy ogień poszły: z pozoru mało estetyczna, ale zbawienna nakładka podwyższająca sedes. Krzesło, które pozwoliło mi się nie spieszyć i dać radę w łazience się rozebrac, wytrzeć, ubrać. Brak dywaników – żeby się nie potknąć, kiedy nogi odmawiają współpracy. Stymulator prądów EMS i TENS – niepozorne urządzenie, które potr...