Wiem, że mówisz to z troską.
Że chcesz dobrze. Że chcesz dodać otuchy.
Wiem, że "dasz radę", "na innych leki działają", "innym po lekach przechodzą ataki", "wszystko Ci przejdzie i będzie dobrze", "lekarz Ci pomogą" pada z serca.
Ale czasem właśnie te słowa bolą najbardziej.
Bo nie zawsze chcę dać radę, nie zawsze wierzę, że będzie dobrze, nie zawsze wierzę, że po lekach przejdzie.
Czasem po prostu chcę, żeby ktoś ze mną usiadł.
Bez planu. Bez rozwiązania. Bez hasła na dziś.
Z ciszą i zrozumieniem.
Nie potrzebuję wtedy poradników, cytatów z Instagrama i tekstów, że „wszystko dzieje się po coś”.
Nie potrzebuję „ogarnij się”, „bądź wdzięczna”, „myśl pozytywnie”.
Potrzebuję, żeby ktoś zauważył, że jest mi ciężko. Bardzo ciężko.
Nie poprawił. Nie naprawił. Nie pchał do przodu.
Po prostu – był.
Bo czasem to nie brak motywacji mnie zatrzymuje.
Tylko zmęczenie. Ból. Żal.
I wtedy każde „musisz”, nawet wypowiedziane z uśmiechem, przygniata jeszcze bardziej.
Czasem największym wsparciem jest to, co niewypowiedziane.
Milczenie, w którym można bezpiecznie opaść.
I spojrzenie, które nie ocenia, tylko mówi: „rozumiem”.
Nie każda burza potrzebuje parasola.
Nie każda rana motywacji.
Czasem wystarczy spokojna obecność. Bez presji. Bez oczekiwań.
Dziś nie chcę słyszeć, że będzie dobrze.
Chcę tylko poczuć, że mogę na chwilę nie być silna.
I że to też jest w porządku.
Komentarze
Prześlij komentarz