Przejdź do głównej zawartości

Pisanie zamiast pracy

Kiedy przestałam chodzić do pracy, pojawiła się pustka. Taka, której nic nie potrafiło od razu wypełnić. Praca była moją codziennością, obowiązkiem, ale też czymś, co nadawało rytm dniom. A kiedy nagle tego zabrakło, poczułam, jak bardzo można się zagubić.

Pisanie bloga i książki stało się dla mnie czymś więcej niż zajęciem. To nie tylko słowa na ekranie – to sposób, by poukładać własne myśli, by wyrzucić z siebie ból, tęsknotę i nadzieję. To też namiastka obowiązku, która daje mi poczucie, że robię coś ważnego, choć inaczej niż dawniej.

Lubię to robić. Lubię moment, kiedy zdanie samo układa się w głowie, kiedy mogę zamknąć emocje w słowach. Pisanie wypełnia pustkę i sprawia, że choć na chwilę czuję się potrzebna – sobie samej, a czasem też komuś innemu, kto przeczyta i odnajdzie w tym kawałek siebie.

Ale wiem też, że to nie zastąpi prawdziwej pracy. To nie jest sposób na życie, raczej most, który pomaga mi przetrwać ten czas zawieszenia. W głębi serca wciąż mam nadzieję, że przyjdzie dzień, kiedy wrócę do „normalnej” pracy – takiej, w której znów poczuję, że jestem w pełni samodzielna.

A do tego czasu piszę. Piszę, bo to moje lekarstwo, moje zajęcie, mój sposób na to, by nie dać się zatrzymać całkowicie. Piszę, bo dzięki temu łatwiej mi uwierzyć, że jeszcze wiele rozdziałów – nie tylko w książce, ale i w życiu – wciąż czeka na napisanie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Małe radości, które trzymają mnie przy życiu

Nie trzeba wielkich rzeczy, żeby człowiek mógł poczuć, że jeszcze jest sens. Że jeszcze warto. Że mimo bólu, zmęczenia i wszystkiego, co próbuje mnie przygiąć do ziemi – nadal stoję. Czasem chwiejnie, ale stoję. I oddycham. To właśnie te małe radości ratują mnie w trudnych chwilach. Takie, które dla kogoś mogą być niczym, a dla mnie są wszystkim. Mój pies – jego łapy stukające o podłogę, kiedy rano biegnie do mnie z ogonem jak wiatrak. Gdy kładzie mi głowę na kolanach w chwili, kiedy tego najbardziej potrzebuję, choć nawet nie powiedziałam ani słowa. On wie. Po prostu wie. Kubek dobrej kawy wypity w ciszy. Bez pośpiechu. Czasem na balkonie, czasem przy oknie, patrząc, jak słońce leniwie przebija się przez chmury. Albo jak deszcz spływa po szybie. I nagle w tej prostocie jest spokój, którego nie potrafią dać nawet najmądrzejsze słowa. Syn, kiedy przychodzi porozmawiać – bez powodu, ot tak. Albo kiedy śmiejemy się z czegoś głupiego, co tylko my rozumiemy. Kiedy spędzamy czas razem. To są...

Koniec wakacji – radość i strach w jednym

Wakacje dobiegają końca. Dla wielu dzieci to czas ekscytacji, dla rodziców – często ulga, że wraca codzienna rutyna. A ja? Ja mam w sobie mieszankę dwóch skrajnych uczuć. Z jednej strony cieszę się, że mój syn wraca do szkoły. Widzę, jak bardzo go to cieszy, jak odnajduje się w tym, co robi. To nie jest tylko obowiązek – to jego pasja. On naprawdę lubi się uczyć tego, co wybrał. I kiedy patrzę na niego, wiem, że jest we właściwym miejscu, że robi coś, co go napędza i daje mu radość. Ale z drugiej strony… jestem trochę przerażona. Bo kiedy on będzie w szkole, ja zostanę sama w domu. I choć zawsze jakoś sobie radzę, to brak jego obecności odczuję bardzo mocno. On jest dla mnie ogromnym wsparciem, taką moją opoką. Wiem, że mogę na niego liczyć w każdej chwili. Czasem odpowie „zaraz” albo „teraz mam ważne”, ale koniec końców zawsze robi to, o co go poproszę. Ciężko będzie mi się przyzwyczaić do tej ciszy, do tego, że nie ma go tu obok. Do tego, że nie mogę w każdej chwili poprosić o pomoc ...

Dom bez bólu – małe zmiany, które pomagają żyć z ograniczeniami

Dom to nie tylko ściany i meble. To przestrzeń, w której chcemy czuć się bezpiecznie. Ale kiedy ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa, nawet własny dom potrafi stać się labiryntem bólu i frustracji. Na szczęście są rzeczy, które można zrobić – małe zmiany, które z czasem okazują się ogromnym wsparciem. Na początku wszystko przychodziło opornie. Nie chciałam widzieć w swoim domu przedmiotów, które kojarzyły mi się z chorobą. Uchwyty przy wannie? Nakładka na ubikację? Kule? Przecież to dla „starszych ludzi”… – myślałam. A potem przyszły dni, kiedy każdy ruch był walką. I wtedy zrozumiałam, że nie chodzi o dumę. Chodzi o to, by żyć wygodniej. Bezpieczniej. Bez bólu. Na pierwszy ogień poszły: z pozoru mało estetyczna, ale zbawienna nakładka podwyższająca sedes. Krzesło, które pozwoliło mi się nie spieszyć i dać radę w łazience się rozebrac, wytrzeć, ubrać. Brak dywaników – żeby się nie potknąć, kiedy nogi odmawiają współpracy. Stymulator prądów EMS i TENS – niepozorne urządzenie, które potr...