Przejdź do głównej zawartości

Poradnik dla odwiedzających – acha, zapomniałam, że przez mój stan u nas nie ma odwiedzających

Czasem myślę, że powinnam wydać poradnik dla osób, które chciałyby mnie odwiedzić.
„Jak przetrwać wizytę w domu osoby, której życie toczy się w rytmie nie do przewidzenia”.
Ale zaraz… ach, zapomniałam – przez mój stan u nas tak naprawdę nie ma odwiedzających.

No ale załóżmy, że ktoś by przyszedł. Wtedy mój poradnik wyglądałby mniej więcej tak:

1. Przygotuj termos herbaty – najlepiej z kubkiem awaryjnym dla mnie, bo w środku dnia czasem zapominam, jak się trzyma filiżankę ale ręka słabnie i nie mogę utrzymać czajnika.


2. Sprawdź dostępność kanapy – nie wiedzieć czemu, to najważniejsze miejsce w domu. Tam odpoczywam, planuję, a czasem po prostu leżę w milczeniu, obserwując świat.


3. Nie oczekuj spontanicznej aktywności – jeśli mówisz „chodźmy na spacer”, to wiedz, że w rzeczywistości oznacza to, że ja zastanowię się, czy mogę wyjść na balkon.


4. Przygotuj się na powtarzane słowa – „Nie dam rady… ale spróbuję… o nie, kładę się”. Jeśli będziesz miał szczęście, może nawet to usłyszysz kilka razy w ciągu godziny.


5. Uśmiech i cierpliwość to must-have – bo w moim świecie humor i cierpliwość ratują każdy dzień.



Tak naprawdę najważniejsze w tym poradniku jest jedno: nie próbuj mnie zmieniać, po prostu bądź przy mnie, nawet jeśli nic się nie dzieje.
Bo jeśli życie zmusza mnie do zwolnienia, to może przynajmniej mogę je razem z kimś obserwować… i pośmiać się z samej siebie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tęsknota za codziennością, która dawała siłę

 Są tacy, którzy mówią: „Nie lubię swojej pracy, robię to tylko dla pieniędzy”. Ja zawsze miałam inaczej. Praca była dla mnie czymś więcej – nie tylko obowiązkiem, ale miejscem, gdzie czułam się potrzebna, skupiona, żywa. Była moją odskocznią od domowych problemów, codziennych trosk i niepokoju. Gdy przekraczałam próg, wszystko zostawało za drzwiami – nie było już miejsca na zamartwianie się, na rozkładanie życia na czynniki pierwsze. Liczyło się tylko to, co tu i teraz. Praca wymagała ode mnie pełnej koncentracji, zaangażowania i odpowiedzialności. I dawała mi za to coś bardzo cennego – poczucie sensu, rytm, strukturę dnia. Od dłuższego czasu nie mogę jednak do niej wrócić. Choroba wywróciła moje życie do góry nogami. Ciało przestało współpracować, a ja musiałam się zatrzymać. I choć minęło już sporo czasu, tęsknota nie mija. Brakuje mi tej codziennej rutyny, porannych przygotowań, znajomych twarzy, odpowiedzialności – wszystkiego, co tworzyło moją „pracową rzeczywistość”. Bardzo ...

Co zrobić, kiedy jesteś już na samym końcu… wszystkiego

Są takie dni, kiedy nie chodzi już o złe samopoczucie. Ani o gorszy humor, ani o to, że boli. Chodzi o to coś głębiej, co pęka w człowieku bez dźwięku. Kiedy wstajesz rano i wiesz, że to będzie kolejny dzień z serii „nie dam rady”. Kiedy czujesz, że jesteś na końcu. Na końcu cierpliwości. Na końcu wytrzymywania. Na końcu sił, myśli, nadziei. I wszystko w środku mówi ci, że z tego końca to już się nie wraca. --- Wiesz, ile razy ja tam byłam? Nie w odwiedzinach. Nie na chwilę. Z walizką. Z rezygnacją. Z sercem, które miało już dość. Nie miałam ochoty słuchać, że „będzie lepiej”, „czas leczy”, „trzeba być silnym”. Bo wtedy nie chcesz być silny. Chcesz zniknąć. Albo po prostu przestać czuć. --- Ale coś ci powiem – może to jedyna rzecz, jaką warto wtedy usłyszeć: „Koniec” to bardzo dziwne miejsce. Bo to właśnie tam można się zatrzymać na tyle, żeby usłyszeć siebie. Nie świat, nie ludzi, nie oczekiwania – ale ten szept z głębi ciebie, który mówi: „Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale jeszcze sp...

Dom bez bólu – małe zmiany, które pomagają żyć z ograniczeniami

Dom to nie tylko ściany i meble. To przestrzeń, w której chcemy czuć się bezpiecznie. Ale kiedy ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa, nawet własny dom potrafi stać się labiryntem bólu i frustracji. Na szczęście są rzeczy, które można zrobić – małe zmiany, które z czasem okazują się ogromnym wsparciem. Na początku wszystko przychodziło opornie. Nie chciałam widzieć w swoim domu przedmiotów, które kojarzyły mi się z chorobą. Uchwyty przy wannie? Nakładka na ubikację? Kule? Przecież to dla „starszych ludzi”… – myślałam. A potem przyszły dni, kiedy każdy ruch był walką. I wtedy zrozumiałam, że nie chodzi o dumę. Chodzi o to, by żyć wygodniej. Bezpieczniej. Bez bólu. Na pierwszy ogień poszły: z pozoru mało estetyczna, ale zbawienna nakładka podwyższająca sedes. Krzesło, które pozwoliło mi się nie spieszyć i dać radę w łazience się rozebrac, wytrzeć, ubrać. Brak dywaników – żeby się nie potknąć, kiedy nogi odmawiają współpracy. Stymulator prądów EMS i TENS – niepozorne urządzenie, które potr...