Przejdź do głównej zawartości

Upokorzona przez własne ciało

Nie ma nic bardziej upokarzającego niż moment, w którym leżysz na podłodze i nie potrafisz wstać. Nie dlatego, że masz dziewięćdziesiąt lat. Nie dlatego, że jesteś po wypadku. Ale dlatego, że Twoje ciało po prostu znów odmówiło współpracy — jakby chciało przypomnieć Ci, że nie jesteś już panią swojego życia.

Bycie dorosłym miało wyglądać inaczej. Miałam plan: radzić sobie sama, działać, pomagać innym, być tą, na którą można liczyć. A tymczasem ja coraz częściej muszę prosić o pomoc — nie wtedy, gdy idę na wielką wyprawę, ale kiedy chcę wyjąć coś z szafki. Czasem wystarczy jeden gwałtowny ból, który uderza jak cios, i ciało się zatrzymuje. Zostaję zgarbiona, zablokowana, w pół ruchu, jakby ktoś mnie zatrzymał przyciskiem „pauza”.

A kiedy próbuję utrzymać coś w dłoni i nagle ręka po prostu puszcza… nie wypada tylko kubek. Wypada moja duma. Kolejna szklanka, kolejna miska, kolejne naczynie — jakby liczba stłuczonych przedmiotów była miarą, ile razy moje ciało zawiodło mnie w najmniej odpowiednim momencie.

Czuję się wtedy jak intruz w swoim własnym życiu. Jak ktoś, kto nie pasuje już do własnych planów, bo nawet coś tak prostego, jak sięgnięcie po coś z półki, może skończyć się łzami — z bólu albo ze złości.

A kiedy się przewracam i nie potrafię wstać… w środku rozrywa się coś więcej niż mięśnie. Bo w głowie słyszę ten cichy krzyk: „przecież jesteś młoda, przecież nie powinnaś leżeć tu jak ktoś, kto już nie ma siły”.

To jest moment, w którym wstyd boli bardziej niż kręgosłup.
Moment, w którym nie wiem, czy bardziej chce mi się płakać z bólu, czy z poczucia, że moja godność znów upadła razem ze mną.

Tak, są dni, kiedy próbuję się z tym pogodzić. Kiedy mówię sobie: „taka jest teraz Twoja rzeczywistość”. Ale są też takie chwile, kiedy to wszystko przytłacza tak bardzo, że nawet wewnętrzna siła, którą budowałam latami, zaczyna się kruszyć.

Bo prawda jest taka: wciąż nie potrafię do końca zaakceptować własnej niesamodzielności. I nie wiem, czy kiedykolwiek potrafiła będę.

Nie potrzebuję, by ktoś mnie pocieszał. Potrzebuję tylko jednego — by ktoś rozumiał, że za każdą stłuczoną szklanką stoi kolejna rana, której nie widać na skórze, ale głęboko w duszy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tęsknota za codziennością, która dawała siłę

 Są tacy, którzy mówią: „Nie lubię swojej pracy, robię to tylko dla pieniędzy”. Ja zawsze miałam inaczej. Praca była dla mnie czymś więcej – nie tylko obowiązkiem, ale miejscem, gdzie czułam się potrzebna, skupiona, żywa. Była moją odskocznią od domowych problemów, codziennych trosk i niepokoju. Gdy przekraczałam próg, wszystko zostawało za drzwiami – nie było już miejsca na zamartwianie się, na rozkładanie życia na czynniki pierwsze. Liczyło się tylko to, co tu i teraz. Praca wymagała ode mnie pełnej koncentracji, zaangażowania i odpowiedzialności. I dawała mi za to coś bardzo cennego – poczucie sensu, rytm, strukturę dnia. Od dłuższego czasu nie mogę jednak do niej wrócić. Choroba wywróciła moje życie do góry nogami. Ciało przestało współpracować, a ja musiałam się zatrzymać. I choć minęło już sporo czasu, tęsknota nie mija. Brakuje mi tej codziennej rutyny, porannych przygotowań, znajomych twarzy, odpowiedzialności – wszystkiego, co tworzyło moją „pracową rzeczywistość”. Bardzo ...

Co zrobić, kiedy jesteś już na samym końcu… wszystkiego

Są takie dni, kiedy nie chodzi już o złe samopoczucie. Ani o gorszy humor, ani o to, że boli. Chodzi o to coś głębiej, co pęka w człowieku bez dźwięku. Kiedy wstajesz rano i wiesz, że to będzie kolejny dzień z serii „nie dam rady”. Kiedy czujesz, że jesteś na końcu. Na końcu cierpliwości. Na końcu wytrzymywania. Na końcu sił, myśli, nadziei. I wszystko w środku mówi ci, że z tego końca to już się nie wraca. --- Wiesz, ile razy ja tam byłam? Nie w odwiedzinach. Nie na chwilę. Z walizką. Z rezygnacją. Z sercem, które miało już dość. Nie miałam ochoty słuchać, że „będzie lepiej”, „czas leczy”, „trzeba być silnym”. Bo wtedy nie chcesz być silny. Chcesz zniknąć. Albo po prostu przestać czuć. --- Ale coś ci powiem – może to jedyna rzecz, jaką warto wtedy usłyszeć: „Koniec” to bardzo dziwne miejsce. Bo to właśnie tam można się zatrzymać na tyle, żeby usłyszeć siebie. Nie świat, nie ludzi, nie oczekiwania – ale ten szept z głębi ciebie, który mówi: „Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale jeszcze sp...

Dom bez bólu – małe zmiany, które pomagają żyć z ograniczeniami

Dom to nie tylko ściany i meble. To przestrzeń, w której chcemy czuć się bezpiecznie. Ale kiedy ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa, nawet własny dom potrafi stać się labiryntem bólu i frustracji. Na szczęście są rzeczy, które można zrobić – małe zmiany, które z czasem okazują się ogromnym wsparciem. Na początku wszystko przychodziło opornie. Nie chciałam widzieć w swoim domu przedmiotów, które kojarzyły mi się z chorobą. Uchwyty przy wannie? Nakładka na ubikację? Kule? Przecież to dla „starszych ludzi”… – myślałam. A potem przyszły dni, kiedy każdy ruch był walką. I wtedy zrozumiałam, że nie chodzi o dumę. Chodzi o to, by żyć wygodniej. Bezpieczniej. Bez bólu. Na pierwszy ogień poszły: z pozoru mało estetyczna, ale zbawienna nakładka podwyższająca sedes. Krzesło, które pozwoliło mi się nie spieszyć i dać radę w łazience się rozebrac, wytrzeć, ubrać. Brak dywaników – żeby się nie potknąć, kiedy nogi odmawiają współpracy. Stymulator prądów EMS i TENS – niepozorne urządzenie, które potr...